Saagara_internet_RGB

Saagara, Wacław Zimpel’s Indian orchestra, released their second album “2” on Instant Classic label on February 27th.

“2” was recorded in Bangalore last December. “I started my preparations around two months ahead of my trip to India”, admits Zimpel. “Once the draft versions of songs were done, I decided to share them with my producer mooryc in Berlin. Together we clarified the structures, added some melodies and I was ready to jump on the plane. One of the first steps we took in India was to play some concerts. And although majority of our setlist each night consisted mainly of older tracks from Saagara’s debut album, we managed to expand our sound by adding some electronics”, he recalls.

“My main aim for this album was to create a bridge between Indian sounds and Western music logic in order to go against some popular trends”, says Zimpel. “Saagara’s first record was a deep dive into Karnatic tradition but I had to admit to myself that I am by no means a classical Indian musician. That’s one of the reasons why I decided to steer the band to the West but avoiding popular world music clichés. Thankfully Saagara is a very creative entity.”

“2” is a third Zimpel album to feature a significant input from Berlin-based producer mooryc. “I put significant effort to change my sound spectrum. mooryc is mostly associated with electronic music and maybe that’s why his approach to acoustic instrument is fresh. It opens my mind to new means of expression”, explains Wacław. “Our collaboration operates on constant thoughts exchange but this time his work is more visible all over the album despite the fact that he didn’t participate in the recording session.”

To support the record, Saagara scheduled a short tour in Europe. The band will play in Germany, Ukraine and Poland. “My Indian bandmates love performing in my homeland. They have always been welcomed enthusiastically here. One of the distinct features of Indian music is its positive message and maybe that’s why people react spontaneously to our concerts”, says Zimpel.

27 lutego ukazał się drugi album indyjskiej grupy Saagara, której liderem jest klarnecista Wacław Zimpel.

Sesja nagraniowa “2” miała miejsce w Bangalore, w grudniu 2016 roku. “Przygotowania do nagrań zaczęły się jakieś dwa miesiące przed moim wyjazdem do Indii. Sporządziłem szkice kompozycji i przyjechałem z nimi do Berlina, żeby dopracować je z moim producentem moorycem. Uporządkowaliśmy formy, dopisaliśmy wspólnie trochę melodii i z takimi szkicami przyjechałem do Bangalore” – wspomina Zimpel. “Mój pobyt w Indiach zaczęliśmy od kilku koncertów. Graliśmy na nich głównie materiał z pierwszej płyty, który jest dużo bardziej osadzony w tradycji muzyki karnatyckiej (klasycznej muzyki hinduskiej z południa Indii), niż ‘2’. Z koncertu na koncert coraz bardziej rozszerzaliśmy nasze brzmienie o instrumenty elektroniczne. Z takim kiełkującym nowym kierunkiem rozwoju naszej muzyki weszliśmy do studia”.

“Chciałem stworzyć materiał, w którym brzmienie hinduskie podporządkowane jest logice zachodnich form. Chciałem trochę odwrócić sytuację. Pierwszy album Saagary wymagał ode mnie bardzo dużego kroku w stronę tradycji karnatyckiej, która bez reszty mnie fascynuje. Ale pogodziłem się w końcu z tym, że nie zostanę hinduskim muzykiem klasycznym i postanowiłem pociągnąć muzyków z Saagary w zachodnią stronę. Zależało mi na odnalezieniu naszego oryginalnego brzmienia poza schematami world music. Muzycy Saagary bardzo kreatywnie podchodzą do przetwarzania moich pomysłów i wkładają ogromny ładunek energetyczny w nagrywane ścieżki. Tworzymy swego rodzaju symbiozę” – dodaje muzyk.

“2” jest trzecim albumem, nad którym Zimpel pracował z berlińskim producentem moorycem. “Zależało mi na tym żeby zmienić terytoria brzmieniowe swojej muzyki. Mooryc przez wiele lat zajmował się głównie muzyką elektroniczną, przez co ma bardzo świeże podejście do akustycznych instrumentów. Otwiera mnie tym samym na nowe środki wyrazu.” – tłumaczy Zimpel. “Moja współpraca z moorycem polega na ciągłej wymianie myśli i pomysłów. Tym razem udział mooryca był największy, bo już nad samymi kompozycjami pracowaliśmy wspólnie. Do Indii pojechałem jednak sam starając się zrealizować nasze wspólne założenia. Jak to zazwyczaj bywa w praktyce, muzyka wybrała swoje ścieżki, z którymi mooryc pracował po moim powrocie do Europy”.

Po premierze płyty Saagara zagra trasę koncertową, która obejmie występy między innymi w Hamburgu, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, czy w Ukrainie. “Muzycy z Saagary uwielbiają grać w Polsce. Zawsze byli tu świetnie przyjmowani, także chętnie wracają. Niesamowitą cechą muzyki hinduskiej jest jej bezpośredniość i pozytywny przekaz. Ludzie reagują na nią w sposób bardzo spontaniczny. To buduje więzi. Poza tym bardzo cenimy sobie wspólny czas w trasie. Ja uczę się od nich nowych schematów rytmicznych, a oni cieszą się życiem w trasie” – mówi Wacław.

Tracklista “2”:

1. Daydream
2. Spring Fever
3. Hoofbeat
4. Uprise
5. Hot Blooded
6. Ebb and Flow
7. Lanes
8. Morphidia

lonker_arrm_1500x1500

February 17th may be a coincidence but think again. Of course, it may have been 23rd as well but it’s not. You know why?

“All affirmations are true in some sense, false in some sense, meaningless in some sense, true and false in some sense, true and meaningless in some sense, false and meaningless in some sense, and true and false and meaningless in some sense.”

It looks like it’s a split album but at the same time it’s not. “If memory serves me well, it was me who suggested making a split album”, Artur Rumiński cries. “But it doesn’t and it could’ve been the other way round”, he adds.

17 minutes is the duration of Lonker See‘s track but 20 minutes is how long ARRM decided to go. All men have 4 souls now, but in future will have 5 souls. “It’s all true”, denies Boro.

Sure, we would like to learn the meaning behind the cover art but no one could get in touch with Kuba. How do we know whether the universe is getting bigger or the objects in it are getting smaller? Is a thought about unicorns a real
thought? Kill! Kill! Kill!

Jeżeli uważasz, że ten album przypadkowo ukazuje się 17 lutego, to zastanów się raz jeszcze. Pewnie, mógł się ukazać 23. dnia miesiąca, ale tak się nie stanie. Wiesz czemu?

“Wszystkie zdania twierdzące są w pewnym sensie prawdziwe, w pewnym sensie fałszywe, w pewnym sensie pozbawione znaczenia, w pewnym sensie zarówno prawdziwe jak i fałszywe, w pewnym sensie zarówno prawdziwe jak i pozbawione znaczenia, w pewnym sensie zarówno fałszywe jak i pozbawione znaczenia oraz w pewnym sensie prawdziwe, fałszywe i pozbawione znaczenia”.

Zatem w pewnym sensie mamy do czynienia ze splitem, jak i z albumem, który splitem nie jest. “Z tego co pamiętam to ja zaproponowałem split” – krzyczy Artur Rumiński. “Choć w sumie to niewiele pamiętam i mogło też być odwrotnie” – szybko dodaje.

17 minut trwa utwór Lonker See, ale już 20 utwór ARRM. Wszyscy ludzie mają teraz cztery dusze, ale w przyszłości będą mieli pięć dusz. “Wszystko się zgadza” – zaprzecza Boro.

W sumie to chcielibyśmy jeszcze wiedzieć co przedstawia okładka, ale z Kubą ostatnio nie ma kontaktu. A skąd wiemy, że wszechświat robi się większy, albo że znajdujące się w nim obiekty maleją? Czy myśli jednorożca są prawdziwe? Zabij! Zabij! Zabij!

classic054_artwork

New Rome is a solo project from Tomasz Bednarczyk. His new album entitled “Somewhere” comes out on January 30 2017 via Instant Classic label.

“Somewhere” consists of 10 instrumental tracks that may be labelled under “ambient” but in all honesty it’s more of a full-blown ambient deconstruction reminiscent of Tim Hecker’s sonic experiments.

“While working with Tomasz Mreńca on what became ‘Venter’ album I managed to collect a lot of music that ended up fulfilling my vision and concept of New Rome”, says Bednarczyk. “These sounds are deeply rooted in Eastern European culture with all its ambitions. On a more private level I wanted to create a link to a time when I released my first records but I filtered it out through my later experiences. Now I am confident that I managed to achieve this goal”, he adds.

“Somewhere” takes up where New Rome’s previous album “Nowhere” left. “It’s also a sort of farewell to another musical chapter in my life”, explains Bednarczyk. “This record takes the listener on a journey. In a way it’s an conceptual album but on the other hand – also accidental. I guess you may say that this one brings to mind darker soundscapes”.

Na przełomie stycznia i lutego nakładem wytwórni Instant Classic ukaże się nowy album projektu New Rome, za którym stoi Tomasz Bednarczyk.

Album nosi tytuł “Somewhere” i zawiera 10 utworów balansujących na krawędzi między ambientowymi pejzażami dźwiękowymi a elektroniczną dekonstrukcją spod znaku Tima Heckera.

“W trakcie współpracy z Tomaszem Mreńcą nad płytą ‘Venter’ udało mi się zebrać sporo materiału, który jak się potem okazało idealnie wpisał się w koncepcje New Rome. Muzyka, którą tworzę pod tym szyldem jest zakorzeniona we wschodnioeuropejskiej kulturze, z ogromnymi ambicjami. Zależało mi na nawiązaniu do czasów, w których pojawiły się moje pierwsze płyty, jednak chciałem to zaprezentować w zupełnie innym świetle. Teraz wiem, że mi się udało” – mówi Bednarczyk.

“‘Somewhere’ to kontynuacja mojego poprzedniego albumu ‘Nowhere’ oraz zamknięcie kolejnego muzycznego etapu w życiu. Płyta zdecydowanie ma formę podróży z jednego punktu do drugiego. Jest po części konceptualna, a po części przypadkowa. Myślę o tryptyku i jestem już blisko realizacji tego pomysłu. ‘Somewhere’ wydaje się być o wiele mroczniejszym materiałem od poprzednika. Kolejna część posiada roboczy tytuł ‘Elsewhere’ i powędruje w jeszcze inną stronę” – tłumaczy muzyk.

Tracklista “Somewhere”:

1. Colours
2. Lobster
3. Medusa
4. Uncertain
5. Inflow
6. Mosquito
7. Tropics
8. Violet
9. Somewhere
10. Dunes

 

arrm_1500

In November Instant Classic will release a full-length debut album from ARRM – a group created by musicians known from post-black metal band Thaw. Their self-titled record consists of five instrumental tracks recorded mostly live and reminiscent of early Barn Owl and “Hex” era Earth.

ARRM came to life in 2010 as a solo project of guitarist Artur Rumiński (Thaw, Furia). “First it was only me but as time went by I decided to expand ARRM, first by adding bass player Rafał Miciński. Then Maciej Śmigrodzki (Thaw) came to replace him and we even managed to play some concerts supporting Nadja and Mamiffer”, recalls Rumiński. “A couple of our tracks got released as part of cassette split with Stara Rzeka and Innercity Trio but at the end of 2012 ARRM went on a hiatus so that we could concentrate on other projects. It lasted until March 2016 and brought some personal changes – we welcomed back Rafał Miciński, Maciej Śmigrodzki switched to keyboards and drummer Michał Leks joined the band”.

“ARRM” was recorded in Maq Records Studio under the supervision of Haldor Grunberg (Thaw). “We managed to record the whole album live during one weekend”, says Rumiński. “Before entering the studio we only had two demo versions of ‘Pinewood’ and ‘Grave’ but those were scrapped in favor of the newer ones. If I were to find a common ground for those five tracks I would point to an obvious lack of haste that allowed us to concentrate on specific sounds”, he adds.

To support the release ARRM will play shows with Rafał Iwański (Innercity Ensemble, Alameda 5) and Tides From Nebula.

W listopadzie nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się debiutancki album grupy ARRM, którą tworzą muzycy znani między innymi z post-blackmetalowego Thaw.

Na krążku znajdzie się pięć instrumentalnych utworów przywodzących na myśl przestrzenne, gitarowe nagrania Barn Owl, czy późniejszy etap twórczości Earth. Oprawa graficzna jest dziełem Marcina Łojka, którego prace ozdobiły między innymi najnowszy album Innercity Ensemble.

ARRM powstał zimą 2010 roku jako solowy projekt gitarzysty Artura Rumińskiego (Thaw, Furia). “Na początku grałem sam, później dołączył do mnie basista Rafał Miciński. Chwilę potem Rafała zastąpił Maciej Śmigrodzki, z którym zagraliśmy sporo koncertów, między innymi z Nadja, Mamiffer” – wspomina Rumiński. “Kilka naszych numerów ukazało się na splicie ze Starą Rzeką i Innercity Trio. Pod koniec 2012 roku zawiesiliśmy jednak działalność, żeby skoncentrować się na innych projektach. Przerwa trwała aż do marca 2016 roku, kiedy postanowiłem odświeżyć zespół. Do składu ponownie dołączył Rafał Miciński, a Maciej Śmigrodzki zamienił instrument na klawisze. Stanowisko perkusisty przypadło Michałowi Leksowi”.

Sesja nagraniowa “ARRM” miała miejsce w studiu Maq Records pod okiem Haldora Grunberga (Thaw). “Cały materiał nagraliśmy praktycznie na setkę, w jeden weekend” – mówi Rumiński. “Wcześniej jedynie zarejestrowaliśmy wersje demo dwóch numerów (‘Pinewood’, ‘Grave’), które ostatecznie zostały raz jeszcze nagrane z myślą o pełnej płycie. Gdybym musiał znaleźć punkt styczny tych wszystkich kompozycji to pewnie byłby to ewidentny brak pośpiechu, który pozwolił nam się ‘zawiesić’ na dźwiękach” – dodaje Rumiński.

Przy okazji premiery płyty ARRM zagra kilka koncertów z Rafałem Iwańskim (Innercity Ensemble, Alameda 5) i Tides From Nebula.

Tracklista:

1. Pinewood
2. White Water
3. KWKSC
4. Grave
5. Horseback

ie-cover

In mid-October Instant Classic will release the third album from Innercity Ensemble – a band comprised of members of Alameda 5, Stara Rzeka, HATI, Kapital and T’ien Lai.

Entitled “III”, this album consists of seven instrumental tracks recorded in a beautiful Ostromecko Palace where Innercity Ensemble recorded their previous one. “This time we took another approach – the one that assumed the creation of a more concise record, one that operates in shorter forms”, says Kuba Ziołek. “A single disc is a result of a better sound selection, a precise approach to what we wanted to achieve”, adds Wojciech Jachna. “Some aspects of our music were discarded, for example noise motifs that were present on ‘II’. We’re also aware of what makes Innercity Ensemble’s sound unique: a strong rhythm based on prepared guitars, trumpets, trance and playing with soundscapes. In short: this is our take on combining ethno, post-rock, jazz and who knows what else”, explains Jachna. 

“I guess we wanted ‘III’ to be more rhythm-based and this evolution somehow seems to be natural. Of course, there are also some soundscapes and tracks deprived of rhythm but thanks to this Innercity Ensemble still manages to stay interesting”, recalls Ziołek.

Keeping in mind that the band consists of musicians from various projects, one can ponder if Innercity Ensemble is a regular band or side-project. “In the beginning Innercity Ensemble was more of a collective but now we are far from this loose approach. We spent a lot of time together, played numerous concerts, we even started rehearsing which is a breakthrough, if you ask me”, says Jachna. “We normally meet before concerts and recording sessions and we still enjoy spending our time together. That’s the most important aspect of Innercity Ensemble. Once this ends, the band will be over”, he adds.

W połowie października nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się trzeci album grupy Innercity Ensemble, którą tworzą muzycy związani z Alameda 5, Stara Rzeka, czy HATI.

“III”, bo tak zatytułowana jest płyta, zawiera siedem instrumentalnych kompozycji zarejestrowanych w Pałacu w Ostromecku, gdzie zespół nagrał też swój poprzedni, podwójny album. – Już samo założenie przed nagraniami było takie, aby wydać bardziej skondensowany materiał, nie rozciągać tej formy bez potrzeby – tłumaczy Kuba Ziołek. Wojciech Jachna dodaje: Pojedyncza płyta to raczej efekt lepszej selekcji, bardziej świadomego podejścia do tego, co chcemy osiągnąć. Pewne aspekty naszej muzyki zostały odrzucone jako niezbyt dobrze podjęte wątki – np. noise’owe motywy z “I”. Mamy też świadomość tego, co jest rzeczywiście zaletą naszego brzmienia: mocne, rytmiczne granie, z naciskiem na partie preparowanych gitar i trąbki, trans, elementy muzyczne grane ad libitum, czyli zabawa przestrzenią, taki nasz ambient jako mieszanka etno, post rocka, jazzu, i kto wie czego jeszcze. 

– Mieliśmy założenie, aby trzecia płyta była bardziej rozbudowana rytmicznie. W Innercity Ensemble Rafał Kołacki już od półtora roku przerzucił się z gongów na konga, Rafał Iwański z kolei gra już teraz głównie na granite blockach i darabukkach, cały zespół natomiast czuje się pewniej w graniu rytmicznym niż to było w czasach debiutanckiej “Katahdin”, więc taka ewolucja w stronę muzyki bardziej pulsacyjnej była niejako naturalna. Oczywiście zdarzają się na “III” także utwory pozbawione rytmiki, więc dalej muzyka Innercity Ensemble pozostaje różnorodna. Poza tym podczas sesji o wiele bardziej ciągnęło mnie do gitary barytonowej, a Artura Maćkowiaka do syntezatora, więc jest to też najmniej “gitarowy” album Innercity Ensemble – opowiada Ziołek .

Zespół to wciąż siedmiu muzyków aktywnych w różnych stylistykach i składach. Stąd naturalne wydaje się pytanie, czy Innercity Ensemble to pełnoprawny zespół, czy może luźny kolektyw. Jachna unika jednoznacznej odpowiedzi: – Na pewno na początku IE było kolektywem, teraz jednak trudno go traktować zupełnie luźno, trochę czasu minęło, i nawet próby zaczęliśmy grać, co jest przełomem, zwłaszcza w przypadku zespołu, którego członkowie mieszkają w 4 różnych miastach. Obecnie chyba jest już zespołem, pracującym oczywiście w pewien cykliczny, a nie stały sposób. Zespół zjeżdża się przed koncertami, nagraniami, poza tym wewnątrz zespołu jest wiele pomniejszych, bardziej żywotnych składów, co na pewno wpływa też na to, czym jest Innercity Ensemble. Cały czas lubimy ze sobą przebywać, a to jest najważniejsza sprawa. Jak to się skończy, skończy się też zespół.

Słuchacze śledzący formację od samego początku na pewno zauważą, że za wyjątkiem debiutanckiej płyty “Katahdin” z 2012 roku, Innercity Ensemble unika opisowych tytułów swoich utworów i płyt. – Na początku chcieliśmy zostawić robocze tytuły utworów, np. “Brutalna i psychodeliczna sonorka”, “Wołodyjowski pościg wilków”, czy “Brat Mouzone”, ale ostatecznie zarzuciliśmy ten pomysł. A jako, że nikomu nie chciało się wymyślić normalnych tytułów, to z lenistwa zostawiliśmy po prostu numerki – tłumaczy Ziołek, stanowczo odcinając się od związków ze stacjami numerycznymi.

Tracklista:

1. I (09:49)
2. II (05:33)
3. III (05:34)
4. IV (05:23)
5. V (08:12)
6. VI (05:36)
7. VII (05:34)

front1500

On September 29 Instant Classic released “LAS” – the eighth studio album from long-running Polish alternative heroes Kristen. This is where their superb musicianship blends into something that can only be described as a modern take on Neu! and Cluster legacy with a hint of premier league songwriting.

“LAS” consists of five tracks recorded by Łukasz Rychlicki (guitar), Michał Biela (bass, voice), Mateusz Rychlicki (drums) and Maciej Bączyk (ARP, Synthi AKS). This personnel contributed to “The Secret Map” – Kristen’s 2014 album – but this time their effort may only be described as a perfect symbiosis. “Two years ago Maciek Bączyk was more like a guest. He just paid us a visit in the studio with his synths. Now he is a full-time member of the band”, explains Łukasz Rychlicki. “It changed almost everything, starting from our sound that became more complete – even a single sound may impact the whole composition. We, as musicians, are now more cautious in our playing”, he adds.

Four out of five tracks from “LAS” are instrumentals. “This may be due to the fact that we often rehearsed without the microphone and thanks to this we noticed that the songs contribute to a bigger whole and don’t need vocals. The title track is the only one that we performed live before the album came out and since the beginning we wanted it to have vocal parts. Lyrics were written in Polish really fast and that was it. I personally hope that in the future we’re gonna have more Polish lyrics as an addition to freer form”.

The intriguing cover photo is a work of Dawid Gąsiorek and contrary to what you might think, there’s no secret story behind it. “It just fits well with our music. Of course, there’s some secret hidden and some allusions that leave you wondering how to approach it. An open situation, as I call it, same as our music”, adds Rychlicki.

29 września Instant Classic wydał “LAS” – ósmą płytę pochodzącej ze Szczecina grupy Kristen. Tego samego dnia zespół zagra koncert premierowy w warszawskim Narodowym Instytucie Audiowizualnym.

“LAS” to pięć kompozycji nagranych w składzie: Łukasz Rychlicki (gitara), Michał Biela (bas, wokal), Mateusz Rychlicki (perkusja) oraz Maciej Bączyk (ARP, Synthi AKS). W tej samej konfiguracji personalnej muzycy nagrali “The Secret Map” z 2014 roku, ale tym razem duch pracy zespołowej wydaje się być mocniej odczuwalny. – Wtedy Maciek Bączyk pojawił się bardziej jako gość, po prostu wpadł do studia z syntezatorem. A teraz wszystko wymyślaliśmy już w czwórkę – tłumaczy Łukasz Rychlicki. – To dużo zmieniło. Brzmienie stało się pełniejsze, czasami trzeba ograniczyć swoje środki, dosłownie pojedynczy dźwięk potrafi dużo wnieść. Przez to nasza gra stała się bardziej czujna.

Cztery z pięciu transowych i hipnotyzujących utworów, które tworzą “LAS” zostały nagrane bez wokali. Pytany o przyczynę takiego stanu rzeczy, Michał Biela odpowiada: – Przede wszystkim próby graliśmy najczęściej bez mikrofonu i okazało się, że wersje instrumentalne tworzą organiczną całość, nie potrzeba niczego więcej. Utwór tytułowy jako jedyny graliśmy wcześniej na koncertach z wokalem, było w nim przewidziane miejsce na głos i okazało się też, że dość szybko napisany tekst pasuje do muzyki. Wszystko się w nim zgadzało właśnie w takiej formie. Mam nadzieję, że w przyszłości uda się zrobić więcej utworów z polskim tekstem, przy zachowaniu dość swobodnej formy – dodaje.

Album zdobi intrygujące zdjęcie Dawida Gąsiorka. – Po prostu pasuje do płyty – tłumaczy wybór Rychlicki. – Ma w sobie pewną tajemnicę i element niedopowiedzenia, który jest też obecny w muzyce. Jest w nim życie a jednocześnie wytwarza klimat, z którym nie wiadomo co zrobić. Otwarta sytuacja, tak jak sama muzyka.

Tracklista:

1. SALTO 08:48
2. AMRA 04:25
3. WYSPA 05:36
4. TONY 07:23
5. LAS 09:00

lam_cover_internet1

By the end of September 2016 Instant Classic will release a debut album from LAM – a trio of improvising musicians led by Wacław Zimpel.

“Ever since Hera disbanded I haven’t had a working band”, says Zimpel. “There were only international ensembles that I could play with on the occasions and that’s how LAM came into life. I invited musicians that have similar backgrounds to mine – we all studied classical composition, we played jazz and later on opened up to other genres. Thanks to this we have a common understanding of music”, he adds. Musicians mentioned by Zimpel are: pianist Krzysztof Dys and drummer and percussionist Hubert Zemler (Slalom, Horny Trees).

Compositions that ended up on “LAM” are somewhat older that those from Zimpel’s first solo album “Lines”, released by Instant Classic in early 2016. “LAM makes use of longer forms that are common in trance music”, explains Zimpel. “But this time post-production was even more important, visibly overshadowing minimalism as a major inspiration. I am currently planning LAM’s next incarnation that will make more use of sounds created by my producer mooryc.”

Although crafted with a special attention to details, LAM’s album has its roots in improvised sessions that trio held before entering the studio. “I recorded those meetings with an intention to eliminate potential flows. Complete compositions appeared only after we met in the studio”, recalls Wacław. “Overall, we spent three days at Tonn Studio located in Łódź. It’s my favourite one, a very inspiring spot where you can concentrate on your work without any distractions. Most of the tracks were laid directly to tape and then found their way to mooryc’s studio where he added electronics.”

“mooryc suggested a different approach to our music and so they gained both depth and new spaces that we couldn’t reach before. Based on this we decided to alter the track-listing, dividing compositions into smaller entities that facilitate listening experience”, adds Zimpel.

Pod koniec września nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się debiutancka płyta tria LAM, na czele którego stoi uznany klarnecista i kompozytor Wacław Zimpel.

– Po rozwiązaniu Hery, przez dłuższy czas nie miałem working bandu. Miałem tylko składy międzynarodowe, z którymi nie byłem w stanie grać tak często jakbym chciał. Tak narodziła się potrzeba stworzenia zespołu, z którym mógłbym intensywnie pracować. Zaprosiłem do współpracy muzyków, którzy przebyli podobną drogę muzyczną do mojej. Wszyscy od dziecka studiowaliśmy muzykę klasyczną, graliśmy jazz, następnie otwierając się wiele innych stylistyk. Myślę, że dzięki temu, w podobny sposób rozumiemy pojęcia dotyczące materii muzycznej – opisuje historię LAM sam Zimpel. Muzycy, którzy wraz z nim tworzą zespół to pianista Krzysztof Dys oraz perkusista Hubert Zemler (m.in. Slalom, Horny Trees).

Utwory na „LAM” powstały parę miesięcy przed materiałem na solowy album „Lines”, który ukazał się na początku 2016 roku. – Na LAM posługujemy się dłuższymi formami, charakterystycznymi dla muzyki transowej – tłumaczy Zimpel. – W tym przypadku kluczowy jednak okazał się etap postprodukcji, który przeniósł LAM na nowe terytoria, ciągle pewnie przywołując idee minimalistów z lat 60. i 70., ale już tylko jako daleką reminiscencję. Myślę już dużo o kolejnej odsłonie LAM, w której będziemy rozwijać podejście do brzmienia zainicjowane przez mojego producenta – mooryca.

Przed wejściem do studia trio spotkało się kilka razy na improwizowanych sesjach. – Nagrywałem te spotkania i zastanawiałem się w jaką stronę pójść w kompozycji. Utwory przyniosłem dopiero do studia, więc mieliśmy do nich bardzo świeże podejście, charakterystyczne dla pierwszego momentu obcowania z materiałem – wspomina Zimpel. – Spędziliśmy trzy dni w łódzkim Tonn Studio, moim ulubionym analogowym studio nagraniowym. Jest to niezwykłe, bardzo inspirujące miejsce, w którym można uzyskać głębokie skupienie na pracy. Większość ścieżek nagrywaliśmy na taśmę.
Ponad rok później, ścieżki z sesji dostał mooryc, który wzbogacił je o elektronikę i nadał albumowi ostateczny kształt i brzmienie.

Rola mooryca w procesie powstawania LAM jest co najmniej nietuzinkowa. – Zaproponował brzmienia i przestrzenie, które mocno zmieniły pierwowzór materiału. Po tych ingerencjach bardzo naturalne okazało się wydzielenie pierwszej i ostatniej części albumu jako oddzielnych tracków, mimo że płynnie łączą się z resztą materiału. Postanowiliśmy również podzielić ostatni najdłuższy utwór znacznikami czasowymi, żeby w łatwy sposób można było rozpocząć słuchanie od różnych charakterystycznych miejsc – tłumaczy jego udział Wacław.

LAM trafi do sprzedaży na przełomie września i października, w formie CD oraz płyty winylowej.

Tracklista:

1. LAM 1 (Part One) 03:28
2. LAM 1 (Part Two) 10:05
3. LAM 2 10:29
4. LAM 3 (Part One) 09:42
5. LAM 3 (Part Two) 08:20
6. LAM 3 (Part Three) 03:24
7. LAM 3 (Part Four) 03:43