BNNT FRONT 1500

“MULTIVERSE” is the new album from BNNT – a duo formed by Konrad Smoleński and Daniel Szwed. Featuring guest appearances from Mats Gustafsson and Stine Janvin Motland, the record comes out on October 10, 2017 via Instant Classic label.

BNNT is not your regular music group. It would be more adequate to call them an artistic group as their areas of activity range over music, visual arts and theatrical performances. “MULTIVERSE” is based on lengthy improvisations deeply rooted in tribal drumming with post-dance music flavours. It is also BNNT’s first new material since 2012’s “QASSAM” recorded with Robert Piernikowski (Syny). “I wouldn’t say we took 5-year long vacations from BNNT,” argues Smoleński. “Of course our pace appears to be a little slow but keep in mind we performed a number of times during those years and switched a couple of languages,” he says.

Most of the “song” titles are borrowed from Emil Cioran and bibliograhy that goes along the record seems to underline the “MULTIVERSE” concept behind this work of art. “One of the narrations of this album has a lot to do with different layers of reality that may coexist and this bibliography should serve the listener as a guide and provide a number of meanings,” explains Smoleński. “The ‘lyrics’ we included in the booklet are almost illegible, blurred. We put extra effort into treating them as music, more like a way of transferring feelings. This comes along with a perception that our own singular perspective may not be the most obvious one around.”

10 października nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się nowy album duetu BNNT, który tworzą Konrad Smoleński i Daniel Szwed. Krążek, zatytułowany “MULTIVERSE”, został nagrany z udziałem zaproszonych gości: Matsa Gustafssona i Stine Janvin Motland.

BNNT nie jest typowym zespołem muzycznym. W tym przypadku bardziej adekwatne wydaje się określenie “grupa artystyczna”, jako że działalność duetu obejmuje też sztuki wizualne i teatralny performens. “MULTIVERSE” bazuje na plemiennych rytmach perkusji i zahacza o rejony muzyki post-tanecznej. To również pierwszy materiał grupy od czasu wydanego w 2012 “QASSAM” z Robertem Piernikowskim (Syny). “Nie mieliśmy przerwy w działalności” – tłumaczy Smoleński. “Te pięć lat to koncerty i kilka zmian języka po drodze. Owszem, nasze tempo jest raczej powolne, ale wydaje nam się, że nie ma potrzeby się śpieszyć. Świat wiruje dostatecznie szybko i chaotycznie, a my raczej staraliśmy się zwolnić, bo każde tempo ma swoje konsekwencje. Ta płyta powstawała faktycznie bardzo długo. Nagraliśmy ją pod koniec 2015 roku i praca nad nią miała sporo zastojów i zrywów wyznaczanych naszą dostępnością. Trzeba pamiętać że działalność muzyczna to tylko ułamek tego co robimy w życiu”- dodaje.

Tytuły nowych utworów zostały “pożyczone” od Emila Ciorana, a towarzysząca albumowi bibliografia zdaje się mocno podkreślać koncept całości. “Płyta traktuje o tym, że mogą równolegle istnieć warstwy rzeczywistości wcale nie wykluczające się. Bibliografia jest odniesieniem tyleż do samej płyty, co do zawartej w płycie książeczki. Ma być tropem dla słuchacza, odniesieniem, zbiorem znaczeń, ale tak jak w każdej książce stanowi marginalny przypis odnoszący do źródeł zawartych w tekście. Sam tekst natomiast jest Treścią. A tekst książeczki zawartej w płycie jest mało czytelny, zatarty. To zbiór strzępów i wizualnych zlepów liter. Zależało nam na tym, by tekst potraktować podobnie jak muzykę, by stanowił abstrakcyjny obraz do wyczucia raczej niż zrozumienia” – mówi Smoleński.

Tracklista:

1. The Last Illiterate
2. Sickness Begins When One Starts to Think
3. Consider a Single Wave Relieved the Pressure on the System
4. God Is Nothing More Than an Acoustic Hallucination
5. If the Universe Is Expanding, Are We Drifting Apart Too?

Nagranie: Michał Kupicz. Miks i master: Haldor Grunberg.

Advertisements

the_stubs_lets_die_1500x1500

On September 29 Instant Classic will release a farewell album from one of Poland’s best garage rock bands – The Stubs. Entitled “Let’s Die”, the record consists of 11 songs ranging from bluesy punk to full throttle rock’n’roll.

“Most people would choose a fast and loud exit from this World rather than slow and painful death. We chose a third option: a one that you can call euthanasia,” says band’s drummer Radek. “If only I could make my own choice, I’d prefer to die not really knowing about it. In this case it came out the way it did but we need to remember that noone lives forever,” adds Łukasz (bass). “When you make an informed choice as The Stubs did, I would like to make it as loud as possible,” sums up The Stubs’ frontman Tomek.

“Let’s Die” is a very straight in-your-face record. No lovely ballads, no hyper-fast guitar solos and unnecessary intros. To put it short: it’s 100% The Stubs. “After our concerts with one of Poland’s best known rock musicians some folks were joking that we should make a pop album. No way, man! We like to play raw,” explains Radek. “You could maybe say that the way this album sounds is a product of a big effort we decided to put into the songs. Some were completed as early as after our previous album had been completed and we could play them live, test them in front of a live audience,” recalls Łukasz.

The neon light you see on the front cover of “Let’s Die” is real. “Guys wanted to get me some work, I guess. I’ve been designing and making neon lights for about a year now but when this idea popped up, I was a little skeptical at first. I just couldn’t imagine Tomek’s artwork become a set of pipes with shining gas inside. As you can see, it came out really nice. Our photographer friend shot this picture and the original neon will most likely find its spot in our label’s office,” says the bass player.

On November 5 The Stubs will play their last gig together in Warsaw’s own Pogłos club. That’s a good moment to ask the band about their best memories connected to playing in the group. “I think it’s the people we met on the road and places we managed to visit. But the most important is that despite our different characters we managed to keep our friendship alive and follow the same dream,” explains Radek. And what about the worst ones? “I think that everyone has their own ‘time of your life’ that you can’t simply spot when it happens and it’s only years later that you can recall what you really experienced. That’s also when your worst stories become your best. I decide to keep all my memories of The Stubs alive,” adds Tomek.

29 września nakładem wytwórni Instant Classic ukaże się pożegnalny album najlepszego polskiego zespołu rockandrollowego – The Stubs. Krążek, zatytułowany “Let’s Die”, zawiera 11 piosenek pełnych mięsistych, zadziornych riffów i zawadiackich, przebojowych refrenów, które przez te wszystkie lata stały się wizytówką grupy.

Nie pytajcie “czemu”, pytajcie “jak”. Czy lepiej zejść z tego świata szybko, z hukiem, czy w spokoju ducha, na wygodnym fotelu? “Bez chwili zastanowienia pierwsza opcja. My zdecydowaliśmy się na trzecią drogę – eutanazję” – tłumaczy perkusista Radek. “Zdecydowanie życzyłbym sobie żyć jakieś pińcet lat, niestety jak się nie da to wolę zdychać tak, by o tym nie wiedzieć za bardzo. Tutaj wyszło jak wyszło, ale nic nie może przecież wiecznie trwać jak śpiewała śp. Anna Jantar” – dodaje basista Łukasz. “Najlepiej to chyba klasycznie ‘we śnie’. Gorzej, jeżeli postanowisz umrzeć z własnej woli i ręki. Wtedy niechże to już pierdolnie jak najgłośniej” – tłumaczy gitarzysta i wokalista Tomek.

“Let’s Die” to konkret – bez ballad, dłużyzn i niepotrzebnych popisów. To też w 100% The Stubs, jakich ich pokochaliśmy. “Po występach na ‘Męskim Graniu’ tu ówdzie słyszeliśmy podśmiechujki jakoby kolejna nasza płyta miała być popowa. Nic z tego! Chcieliśmy po prostu zajebać tak jak lubimy” – mówi Radek. “To chyba głównie za sprawą czasu, jaki mieliśmy na spokojne wypichcenie tego bigosu. Kawałki powstawały w zasadzie od skończenia poprzedniej płyty, mieliśmy trochę czasu, by większość materiału sprawdzić w ogniu koncertów i jakoś tak nam się przyzwoicie ta muzyka ułożyła w rękach, że jest moc i nie ma lęku” – wspomina Łukasz.

Okładkę zdobi śliczny neon z ulubionym motywem The Stubs – luczadorem. “Chłopcy wpadli na ten pomysł chyba żeby zrobić mi przyjemność. Od jakiegoś roku zajmuję się projektowaniem i wykonywaniem neonów zawodowo i pojawił się taki plan, by właśnie neon zdobił naszą okładkę. Na początku byłem sceptycznie nastawiony – nie wyobrażałem sobie, by grafika mogła oddać analogowy charakter prawdziwego, rozświetlonego gazu w szklanej rurce. Postanowiłem z projektu okładki Tomka zrobić prawdziwy neon. Pomysł wypalił, zaprzyjaźniony fotograf pięknie nam go uwiecznił. Oryginał już wkrótce zawiśnie w biurze wytwórni, z którą tak świetnie nam się współpracowało przez te wszystkie lata” – tłumaczy historię powstania neonu Łukasz.

5 listopada The Stubs zagrają swój ostatni koncert, występując na deskach stołecznego klubu Pogłos. To dobry moment na podsumowanie i moment refleksji nad trumną. Zapytani co będą chcieli zapamiętać z tych wszystkich lat wspólnego grania, sekcja rytmiczna stawia sprawę jasno: “Tych wszystkich ludzi, których mieliśmy okazję dzięki Stubs poznać i miejsca, które z tego samego powodu mieliśmy okazję zobaczyć. I to, że mimo różnych charakterów byliśmy przede wszystkim przyjaciółmi, których łączył wspólny cel i pasja”. A co chcieliby wymazać z pamięci? “Uważam, że każdy ma taki swój ‘najlepszy czas w życiu’. Nie rejestruje się tego na bieżąco, dopiero lata później, wracając do owego okresu myślami, mówi się taką oto standardową kwestię: ‘to były czasy’. Uważam też, że bierze się to z całym dobrodziejstwem inwentarza, a złe momenty stają się tymi najlepszymi historiami. Tak więc poza momentami, które z różnych powodów wymazały się same – nie wymazałbym absolutnie nic” – zamyka temat Tomek.

Tracklista “Let’s Die”:

1. You Don’t Know Shit
2. Red Bean
3. Profane the Blues
4. Go Where You Belong
5. Gasoline
6. Gone
7. Take Off your Shoes
8. No More
9. The Man Who Will Blow Up The World
10. Woke Up This Morning
11. Let’s Die

Pożegnalne koncerty The Stubs:

19 października – Poznań, Pod Minogą (+ Lazy Class)
20 października – Wrocław, CRK (+ Lazy Class, Gulag Beach)
21 października – Kraków, Alchemia (+ Lazy Class, After Laughter)
22 października – Katowice, Królestwo (+ Lazy Class, After Laughter)
3 listopada – Gdynia, Ucho (+ The Rumjacks)
4 listopada – Toruń, NRD
5 listopada – Warszawa, Pogłos (+ Gulag Beach)

alameda duo cover

“The Luminous Guitar Craft of Alameda Duo” is the newest incarnation of Alameda collective. This time Jakub Ziołek and Mikołaj Zieliński present their unique and acoustic view on Greek musical tradition and American Primitivism.

“I need to admit that it was Rafał Iwański (X-Navi:Et, Innercity Ensemble, Alameda 5) who can be called a godfather of this project. That’s mainly due to him bringing me a cassette version of Christodoulos Halaris’ album ‘Music of Ancient Greece’ that I instantly fell in love with,” says Ziołek. “It inspired me to create sounds indebted to ancient Greek music – this meaning rhythms and their influence on melodies, repetitions, extending far beyond what we got used to. After some time though, new parts and inspirations came into view and I had to modify my previous assumptions,” he adds.

“Robbie Basho was also inspired by Greek music so you will be able to spot some American Primitivism on Alameda Duo’s album. But that’s not so much due to fingerpicking but more thanks to a way our compositions create this characteristic atmosphere. Aside from acoustic guitars, we decided to use also a classical Greek-Turkish bouzouki,” Ziołek explains.

Recording session of “The Luminous Guitar Craft of Alameda Duo” took place in the Evangelical-Augsburg church in Alameda’s home town of Bydgoszcz, a place of outstanding acoustics. “During the day there’s a lot of noise generated by cars passing through the street so we decided to record at night. We wrapped up the sessions at around 6AM and I need to admit that this was an interesting experience that took its toll on the songs,” Ziołek recalls.

 

Pod koniec sierpnia nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się debiutancki album nowego wcielenia kolektywu Alameda – “The Luminous Guitar Craft of Alameda Duo”. Tym razem Jakub Ziołek i Mikołaj Zieliński zaprezentują akustyczne oblicze inspirowane muzyką grecką i amerykańskim prymitywizmem.

“Można powiedzieć, że ojcem założycielem tego wcielenia jest Rafał Iwański (X-Navi:Et, Innercity Ensemble, Alameda 5), który pewnego dnia podrzucił mi kasetę Christodoulosa Halarisa ‘Music of Ancient Greece’, w której automatycznie zakochałem się bez pamięci, i która posłużyła na początku za inspirację do tworzenia kompozycji w duchu starożytnej muzyki greckiej” – tłumaczy Ziołek. “Chodziło o bardzo specyficzne podziały rytmiczne i ich wpływ na melodię, rozciąganie melodii w czasie, ich wariacyjność i repetytywność poza swojską dla naszego ucha metodą liczenia i słuchania rytmu. Po czasie jednak w miarę ogrywania tych kompozycji pojawiły się nowe wątki i inspiracje, i pierwotny pomysł trzymania się blisko estetyki muzyki starożytnej Grecji został poważnie zmodyfikowany” – dodaje.

Ważny wpływ na kształt Alameda Duo miał też amerykański prymitywizm. “Robbie Basho również inspirował się muzyką grecką. Fragmentów z wykorzystaniem klasycznego ‘finger-style’ na naszej płycie jest zaledwie kilka, więc ten nurt z pewnością wyraża się przede wszystkim w klimacie utworów i w doborze instrumentarium. Choć również posługiwaliśmy się klasycznym grecko-tureckim instrumentem o nazwie bouzouki” – mówi Ziołek.

Album powstawał w okresie mocnych zawirowań osobistych muzyków, więc zarówno komponowanie tych utworów, jak i pisanie tekstów było dla nich pewną formą terapii. Prawie wszystkie teksty są o miłości, ale pojmowanej negatywnie.

Alameda 2 stoi trochę na poboczu pozostałych wcieleń kolektywu Alameda. “Duo jest najbardziej radykalne, minimalne i niełatwe w odbiorze. Stanowi trochę wyjątek i oddech w naszej działalności Alamedowej. Jest bardziej pewnym pomysłem na muzykę niż funkcjonującym zespołem” – tłumaczy Kuba.

Sesja nagraniowa “The Luminous Guitar Craft of Alameda Duo” miała miejsce w kościele Ewangelicko-Augsburskim w Bydgoszczy, miejscu o wspaniałej akustyce. “Jako, że za dnia wokół tego kościoła panuje spory ruch samochodowy, zdecydowaliśmy się nagrywać nocami. Sesje więc trwały od północy do ok. 6 rano, co było bardzo fajnym doświadczeniem i z pewnością zostawiło swój ślad w naszej muzyce” – dodaje Ziołek.

Tracklista:

1. The Silver Chant of Ate
2. Laurel
3. Ming & Days of Yore
4. The Grand Mixolydian Cunt Slip

Grafika: Magdalena Syboń
https://www.facebook.com/alamedatrio

makosica_front_1500x1500

At the end of May 2017 Instant Classic will release a CD version of “Invocation” – a new album from Chicago-based improvising trio Mako Sica. Vinyl version comes out on Feeding Tube Records.

“Invocation” is Mako Sica’s 7th release. “Our music, in the past and on Invocation, is not easily pinned down. We write, as a band, compositions that take us somewhere and hopefully the listener as well. Each song is like a mansion, with different rooms that represent different emotions. We can build the mansion as big or small as we want. There’s no literal meaning, it’s a piece of music when it moves you. We all listen to different music, but there are some commonalities. Heavy jazz influence that’s easy to pick up on and also the blues. The layout is more akin to the way soundtracks are laid out with dynamics and long dissolving atmospherics,” said the band.

The album comes out after a rough period for Mako Sica. “The songs came together pretty quick. We wrote them with our longtime drummer Mike Kendrick before and during a tour in 2013, then in January of the following year he told us he was moving and quit the band. We tried another drummer before Chaetan Newell came along. These songs are all three of us put to the test – Chaetan stepping into an already existing music chemistry that’s lasted almost a decade and Przemysław and I ripping these songs apart for the third time, believing in them so much that we would still want to play them with someone else. Throughout the whole process, the songs naturally evolved, mostly to keep ourselves entertained.”

For the initial tracking the trio of Przemysław Drążek (Rope), Brent Fuscaldo and Chaetan Newell visited Greg Norman’s home studio on the South Side of Chicago. There, they tracked all the instruments playing together live in one day. Vocals were done later in the underworld (where band rehearses). Chaetan had quite a bit of experience recording also so he took on the role of mixing the session at his studio. CD version has a different cover and artwork courtesy of Kuba Sokólski (Merkabah).

For those in desperate need of labeling Mako Sica: think of Scratch Acid running into Sun City Girls jamming on a desert at night. You get the idea. Or maybe not.

Pod koniec maja nakładem Instant Classic ukaże się album “Invocation” chicagowskiego trio Mako Sica. Krakowska wytwórnia będzie wydawcą wersji CD. Winyl trafi do sprzedaży z logo amerykańskiej Feeding Tube Records.

“Invocation” to siódme wydawnictwo Mako Sica. “Nasza muzyka raczej wymyka się próbom twardej klasyfikacji. Stawiamy sobie za cel komponowanie utworów, które mają nas (i słuchacza) zabrać w ciekawą podróż. Można te utwory porównać do wielkiej willi, w której każdy pokój reprezentuje odmienne stany świadomości. Prywatnie słuchamy bardzo różnych dźwięków, ale punkty styczne stanowią jazz i blues” – tłumaczą muzycy.

Album ukazuje się po trudnym okresie w historii zespołu. “Komponowanie co prawda nie zajęło nam dużo czasu i większa część materiału powstała jeszcze z poprzednim perkusistą, Mikiem Kendrickiem, w trakcie naszej trasy koncertowej w 2013 roku. W styczniu 2014 roku Mike poinformował nas, że w związku z przeprowadzką będzie zmuszony opuścić Mako Sica. Na jego miejsce przyszedł Chaetan Newell, z którym sfinalizowaliśmy utwory, które tworzą ‘Invocation’. Ta zmiana w składzie nie była łatwa – Chaetan wskoczył w buty człowieka, który współtworzył zespół przez prawie dekadę, a ja z Przemkiem byliśmy zmuszeni rozgrzebać te same kompozycje po raz trzeci, dostosowując je do stylu gry nowego perkusisty” – wspomina Brent Fuscaldo.

Pierwsza sesja nagraniowa nowego tria, które tworzą Przemysław Drążek (gitara, trąbka), Brent Fuscaldo (wokal, gitara, harmonia, kalimba) i Chaetan Newell (perkusja, instrumenty klawiszowe), miała miejsce w domowym studio Grega Normana w Chicago. Partie instrumentalne zostały zarejestrowane “na setkę”. Wokale zostały dograne później w sali prób zespołu. Za miksy odpowiedzialny jest Chaetan, a wersja europejska albumu zostanie okraszona grafiką autorstwa Kuby Sokólskiego (Merkabah).

Tracklista:

1. Mouth of the Lion
2. Sacrifice
3. Potomac Blues

 

 

wb_1500

On May 29 Instant Classic will release “2” – a new album from Warsaw-based garage rocking trio Wild Books.

“2” contains six brand new tracks that may surprise those familiar with the band’s debut album released over 3 years ago. “Much has changed since then, both with the band and in the reality that surrounds us,” explains Grzegorz Wiernicki (guitar, vocal). “This record is much shorter and the songs derive from traditional song structures that you may remember from the first one. We’ve got some noisy rockers here such as ‘We Just Want To’ as well as longer and more complex, like ‘Perfect Machine’. All of them were recorded by the duo of me and Karol (drums). Live, we added a bass player,” Wiernicki adds.

“The recording session took place in the same summer house where we recorded the first album and it took us around 2-3 days. The oldest tracks date back to 2014 and the freshest ones are about one year younger. We started playing them live as soon as they were completed,” says Wiernicki.

“2” is definitely more distorted and raw than its predecessor but rest assured: new songs are as catchy as it gets!

 

29 maja nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się drugi album warszawskich mistrzów garażowego hałasu – Wild Books. Płyta, zatytułowana po prostu “2”, zawiera sześć premierowych kompozycji, które mogą się okazać zaskakujące dla fanów debiutu sprzed ponad trzech lat.

“Siłą rzeczy zmieniło się wiele, zarówno w nas jak i na świecie, w którym żyjemy” – tłumaczy wokalista i gitarzysta Grzegorz Wiernicki. “Nowa płyta jest ciut krótsza, a kawałki bardziej odległe od tradycyjnej formy piosenkowej z debiutu. Znajdziesz tu krótkie hałaśliwe rzeczy, jak ‘We Just Want To’, jak i dłuższe formy w stylu ‘Perfect Machine’. Materiał był nagrywany jeszcze we dwóch. Na koncertach gramy z basistą” – dodaje muzyk.

“Dwójkę nagrywaliśmy w tym samym miejscu co pierwszy album. Kawałki powstawały na przestrzeni kilkunastu miesięcy, do 2015 roku. Graliśmy je na koncertach jak tylko były gotowe. Gdy uznaliśmy że zamknęliśmy materiał, jakoś w lipcu 2015, postanowiliśmy, że nagrywamy. Trwało to, podobnie jak w przypadku pierwszej płyty, 2-3 dni” – wspomina Wiernicki. “Same kawałki, w odróżnieniu od tych z pierwszej płyty, które powstały w wersjach solo, nabierały kształtu podczas dżemowania na próbach, chociaż nie wykluczam, że mogłem wymyślić jakiś riff w domu i go przynieść na próbę.”

“2” jest materiałem bardziej hałaśliwym i niepokornym niż debiut, jednak nowe utwory nie straciły nic z przebojowego potencjału swoich poprzedników.

Tracklista:

1. We Just Want To
2. Careless
3. Planes
4. Perfect Machine
5. (…)
6. Better I Hope

PP_cover_1500x1500

May 17 marks the release date of “Krautpark” – the debut album from Pin Park. Pin Park are a duo consisting of Maciek Bączyk (Kristen, Robotobibok) and Maciek Polak. Together they explore the nether regions of improvised electronic music mixing influences ranging from Cluster to Boards of Canada.

“We’ve known each other for years now. We met when Bączyk’s synth broke down just before he was supposed to enter the studio with Robotobibok and he was looking for a replacement. I agreed to lend him mine,” recalls Polak. “But it was only two years ago when we started improvising together,” adds Bączyk. “Both of us own EMS synths and these are not that common. We didn’t set ourselves any goals, the band started by assuming two EMS’s are better than one. We plugged them in and the result will soon land in your hands in the form of ‘Krautpark’ album,” recalls Polak.

“EMS synths have an unique system of connections between counterparts – you can do that by inserting a pin that allows for connections. As well, EMS constructors managed to assemble a perfect set of parts that resulted in a wonderful sound. Thanks to all of this, the Synthi resembles a complete musical instrument, much like a cello”, explains Polak. “I personally enjoy Synthi AKS mainly due to the fact that I’m not what you would call a keyboard player,” adds Bączyk. “I’m not that interested in being innovative just for the sake of innovation,” he says.

Pin Park’s album is named after one of the tracks that recalls the golden age of German electronic music. “This one seemed pretty obvious although you need to know that our aim is not to create a genre-oriented music. We just turn the knobs and hope for the right energy to arrive. Once everything is in its place, we start recording. But it needs to be mentioned that I feel some kind of affinity for bands such as Cluster, Harmonia and Kraftwerk. I really like the approach Roedelius and Moebius had – living up to the idea of Joseph Beuys “Every man an artist”. They chose their tools (instruments) and recorded a couple of amazing albums. Their music is really intuitive and void of any false additions. It’s just free improvising and pure, surreal psychedelia,” explains Bączyk.

“Krautpark” is a largely improvised album. Mostly, due to the fact that Bączyk and Polak need around 15-20 minutes of playing before learning if the direction they’re taking is the right one. “If it is, we quickly agree on who will be taking the lead role, we turn the volume down and start recording. We usually take one approach, though a multitrack one to facilitate mixing later in the process,” says Bączyk.

17 maja nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się debiutancki album duetu Pin Park, który tworzą Maciek Bączyk (Kristen, Robotobibok) oraz Maciek Polak. Album nosi tytuł “Krautpark” i zawiera siedem instrumentalnych utworów.

“Poznaliśmy się długie lata temu, kiedy tuż przed nagraniem płyty Robotobiboka Bączykowi padł syntezator. Wiedział, że ja mam taki sam, więc zadzwonił jako kompletnie obca osoba i spytał, czy bym mu nie pożyczył swojego. Pomysł był tak kompletnie odpalony, że od razu się zgodziłem” – wspomina Polak. “Samo wspólne granie w duecie to kwestia ostatnich dwóch lat” – tłumaczy Bączyk. “Maciek bardzo mnie namawiał, żebyśmy poeksperymentowali na syntezatorach EMS, bo tak się składa, że zarówno on jak i ja takie posiadamy, a są to dość rzadkie instrumenty. Nie mieliśmy żadnego jasno określonego celu. Po prostu, w myśl zasady: co może być lepsze od jednego EMS-a? Dwa EMS-y. Podłączmy i sprawdźmy co się wydarzy. No i teraz jest naturalny finał tego sprawdzania w postaci naszej pierwszej płyty”. Opowieść nie jest spektakularna. Po prostu dobrze się nam gra i prywatnie bardzo się lubimy, co dla mnie uzasadnia istnienie tego zespołu” – dodaje Polak.

Litery EMS laikowi zapewne niewiele powiedzą, ale postawiony pod ścianą, Polak tłumaczy: “EMS-y mają w zasadzie szerzej niespotykany system łączenia podzespołów syntezatora za pomocą szpilek. Czyli zamiast powszechnych kabelków, w Synthi wsadza się szpilki, które uaktywniają połączenia. Po drugie, konstruktorzy tych instrumentów dobrali idealny, według mnie, zestaw części składowych tego instrumentu, który od razu doskonale brzmi. Po trzecie, co zdarza się w świecie syntezatorów dość rzadko, Synthi jest kompletnym instrumentem muzycznym, tak samo jak kompletna jest np. wiolonczela. Po prostu trzeba nauczyć się na niej grać i ciągle się rozwijać, mając do dyspozycji nic więcej, niż sam instrument”. “Ja lubię Synthi AKS. Uważam, że to bardzo ciekawy instrument, który ma mnóstwo do zaoferowania i cały czas zaskakuje” – mówi Bączyk. “Dla moich potrzeb jest idealny, bo ja nie przepadam za cyfrowymi interfejsami, nie jestem ‘klawiszowcem’ (nie potrafię grać obiema rękami na klawiaturze), nie interesuje mnie ‘innowacyjność’ jako cel sam w sobie” – dodaje Bączyk.

Album “pożyczył” tytuł od jednego z utworów, który dla fanów niemieckiej muzyki eksperymentalnej budzi raczej jednoznaczne skojarzenia. “W tym przypadku skojarzenie z krautrockiem było dla nas oczywiste i tak wykluł się ten tytuł, taka nasza odpowiedź na niemiecką awangardę z lat 70. Nie przystępujemy do grania z myślą – zróbmy coś w takim czy innym stylu. Raczej kręcimy gałkami szukając wspólnej fali i kiedy obaj czujemy, że energie i dźwięki się zestrajają – włączamy nagrywanie. Potem przychodzi refleksja, że utwór brzmi trochę jak to czy tamto. Z perspektywy czasu odczuwam podobieństwo i mentalną łączność z takimi zjawiskami jak Cluster, Harmonia czy Kraftwerk (ten wcześniejszy typu – Ralf & Florian), ale ta łączność niekoniecznie musi przejawiać się w samej muzyce. Podoba mi się podejście Roedeliusa i Moebiusa, którzy muzyką zajęli się pod wpływem inspiracji jaką dostarczył Joseph Beuys. Panowie poważnie potraktowali hasło, że ‘każdy człowiek jest artystą’, wybrali narzędzia (instrumenty) i nagrali kilka niezłych płyt (np. ‘Zuckerzeit’). Ich muzyka jest intuicyjna, pozbawiona kompleksów i stylizacji, rodzi się z improwizacji i oddaje ducha nieskrępowanej swobody i surrealistycznej psychodelii czasów w których powstawała. Taka postawa twórcza jest dla mnie bardzo inspirująca” – tłumaczy Bączyk.

“Powiedziałbym, że ten album to niemal czysta improwizacja. ‘Niemal’ – dlatego, że za każdym razem zaczynamy od zera, a następne 15-20 minut pokazuje nam, czy gdzieś jesteśmy, czy kompletnie zabłądziliśmy i trzeba zaczynać od początku. Jeśli kierunek nam się podoba, ustalamy naprędce kto i jak będzie w danej kompozycji budował dramaturgię, ściszamy instrumenty i nagrywamy. W większości przypadków nagrywamy tylko jedno podejście ale wielośladowo, żeby dało się to później porządnie zmiksować. Innymi słowy wszystkie kompozycje na płycie zostały nagrane z marszu. Architektura brzmień (czyli ustawienia instrumentów), harmonie, melodie – wszystko pojawiało się w trakcie improwizacji” – zdradza kulisy pinparkowego warsztatu Polak.

Saagara_internet_RGB

Saagara, Wacław Zimpel’s Indian orchestra, released their second album “2” on Instant Classic label on February 27th.

“2” was recorded in Bangalore last December. “I started my preparations around two months ahead of my trip to India”, admits Zimpel. “Once the draft versions of songs were done, I decided to share them with my producer mooryc in Berlin. Together we clarified the structures, added some melodies and I was ready to jump on the plane. One of the first steps we took in India was to play some concerts. And although majority of our setlist each night consisted mainly of older tracks from Saagara’s debut album, we managed to expand our sound by adding some electronics”, he recalls.

“My main aim for this album was to create a bridge between Indian sounds and Western music logic in order to go against some popular trends”, says Zimpel. “Saagara’s first record was a deep dive into Karnatic tradition but I had to admit to myself that I am by no means a classical Indian musician. That’s one of the reasons why I decided to steer the band to the West but avoiding popular world music clichés. Thankfully Saagara is a very creative entity.”

“2” is a third Zimpel album to feature a significant input from Berlin-based producer mooryc. “I put significant effort to change my sound spectrum. mooryc is mostly associated with electronic music and maybe that’s why his approach to acoustic instrument is fresh. It opens my mind to new means of expression”, explains Wacław. “Our collaboration operates on constant thoughts exchange but this time his work is more visible all over the album despite the fact that he didn’t participate in the recording session.”

To support the record, Saagara scheduled a short tour in Europe. The band will play in Germany, Ukraine and Poland. “My Indian bandmates love performing in my homeland. They have always been welcomed enthusiastically here. One of the distinct features of Indian music is its positive message and maybe that’s why people react spontaneously to our concerts”, says Zimpel.

27 lutego ukazał się drugi album indyjskiej grupy Saagara, której liderem jest klarnecista Wacław Zimpel.

Sesja nagraniowa “2” miała miejsce w Bangalore, w grudniu 2016 roku. “Przygotowania do nagrań zaczęły się jakieś dwa miesiące przed moim wyjazdem do Indii. Sporządziłem szkice kompozycji i przyjechałem z nimi do Berlina, żeby dopracować je z moim producentem moorycem. Uporządkowaliśmy formy, dopisaliśmy wspólnie trochę melodii i z takimi szkicami przyjechałem do Bangalore” – wspomina Zimpel. “Mój pobyt w Indiach zaczęliśmy od kilku koncertów. Graliśmy na nich głównie materiał z pierwszej płyty, który jest dużo bardziej osadzony w tradycji muzyki karnatyckiej (klasycznej muzyki hinduskiej z południa Indii), niż ‘2’. Z koncertu na koncert coraz bardziej rozszerzaliśmy nasze brzmienie o instrumenty elektroniczne. Z takim kiełkującym nowym kierunkiem rozwoju naszej muzyki weszliśmy do studia”.

“Chciałem stworzyć materiał, w którym brzmienie hinduskie podporządkowane jest logice zachodnich form. Chciałem trochę odwrócić sytuację. Pierwszy album Saagary wymagał ode mnie bardzo dużego kroku w stronę tradycji karnatyckiej, która bez reszty mnie fascynuje. Ale pogodziłem się w końcu z tym, że nie zostanę hinduskim muzykiem klasycznym i postanowiłem pociągnąć muzyków z Saagary w zachodnią stronę. Zależało mi na odnalezieniu naszego oryginalnego brzmienia poza schematami world music. Muzycy Saagary bardzo kreatywnie podchodzą do przetwarzania moich pomysłów i wkładają ogromny ładunek energetyczny w nagrywane ścieżki. Tworzymy swego rodzaju symbiozę” – dodaje muzyk.

“2” jest trzecim albumem, nad którym Zimpel pracował z berlińskim producentem moorycem. “Zależało mi na tym żeby zmienić terytoria brzmieniowe swojej muzyki. Mooryc przez wiele lat zajmował się głównie muzyką elektroniczną, przez co ma bardzo świeże podejście do akustycznych instrumentów. Otwiera mnie tym samym na nowe środki wyrazu.” – tłumaczy Zimpel. “Moja współpraca z moorycem polega na ciągłej wymianie myśli i pomysłów. Tym razem udział mooryca był największy, bo już nad samymi kompozycjami pracowaliśmy wspólnie. Do Indii pojechałem jednak sam starając się zrealizować nasze wspólne założenia. Jak to zazwyczaj bywa w praktyce, muzyka wybrała swoje ścieżki, z którymi mooryc pracował po moim powrocie do Europy”.

Po premierze płyty Saagara zagra trasę koncertową, która obejmie występy między innymi w Hamburgu, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, czy w Ukrainie. “Muzycy z Saagary uwielbiają grać w Polsce. Zawsze byli tu świetnie przyjmowani, także chętnie wracają. Niesamowitą cechą muzyki hinduskiej jest jej bezpośredniość i pozytywny przekaz. Ludzie reagują na nią w sposób bardzo spontaniczny. To buduje więzi. Poza tym bardzo cenimy sobie wspólny czas w trasie. Ja uczę się od nich nowych schematów rytmicznych, a oni cieszą się życiem w trasie” – mówi Wacław.

Tracklista “2”:

1. Daydream
2. Spring Fever
3. Hoofbeat
4. Uprise
5. Hot Blooded
6. Ebb and Flow
7. Lanes
8. Morphidia