wb_1500

On May 29 Instant Classic will release “2” – a new album from Warsaw-based garage rocking trio Wild Books.

“2” contains six brand new tracks that may surprise those familiar with the band’s debut album released over 3 years ago. “Much has changed since then, both with the band and in the reality that surrounds us,” explains Grzegorz Wiernicki (guitar, vocal). “This record is much shorter and the songs derive from traditional song structures that you may remember from the first one. We’ve got some noisy rockers here such as ‘We Just Want To’ as well as longer and more complex, like ‘Perfect Machine’. All of them were recorded by the duo of me and Karol (drums). Live, we added a bass player,” Wiernicki adds.

“The recording session took place in the same summer house where we recorded the first album and it took us around 2-3 days. The oldest tracks date back to 2014 and the freshest ones are about one year younger. We started playing them live as soon as they were completed,” says Wiernicki.

“2” is definitely more distorted and raw than its predecessor but rest assured: new songs are as catchy as it gets!

 

29 maja nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się drugi album warszawskich mistrzów garażowego hałasu – Wild Books. Płyta, zatytułowana po prostu “2”, zawiera sześć premierowych kompozycji, które mogą się okazać zaskakujące dla fanów debiutu sprzed ponad trzech lat.

“Siłą rzeczy zmieniło się wiele, zarówno w nas jak i na świecie, w którym żyjemy” – tłumaczy wokalista i gitarzysta Grzegorz Wiernicki. “Nowa płyta jest ciut krótsza, a kawałki bardziej odległe od tradycyjnej formy piosenkowej z debiutu. Znajdziesz tu krótkie hałaśliwe rzeczy, jak ‘We Just Want To’, jak i dłuższe formy w stylu ‘Perfect Machine’. Materiał był nagrywany jeszcze we dwóch. Na koncertach gramy z basistą” – dodaje muzyk.

“Dwójkę nagrywaliśmy w tym samym miejscu co pierwszy album. Kawałki powstawały na przestrzeni kilkunastu miesięcy, do 2015 roku. Graliśmy je na koncertach jak tylko były gotowe. Gdy uznaliśmy że zamknęliśmy materiał, jakoś w lipcu 2015, postanowiliśmy, że nagrywamy. Trwało to, podobnie jak w przypadku pierwszej płyty, 2-3 dni” – wspomina Wiernicki. “Same kawałki, w odróżnieniu od tych z pierwszej płyty, które powstały w wersjach solo, nabierały kształtu podczas dżemowania na próbach, chociaż nie wykluczam, że mogłem wymyślić jakiś riff w domu i go przynieść na próbę.”

“2” jest materiałem bardziej hałaśliwym i niepokornym niż debiut, jednak nowe utwory nie straciły nic z przebojowego potencjału swoich poprzedników.

Tracklista:

1. We Just Want To
2. Careless
3. Planes
4. Perfect Machine
5. (…)
6. Better I Hope

PP_cover_1500x1500

May 17 marks the release date of “Krautpark” – the debut album from Pin Park. Pin Park are a duo consisting of Maciek Bączyk (Kristen, Robotobibok) and Maciek Polak. Together they explore the nether regions of improvised electronic music mixing influences ranging from Cluster to Boards of Canada.

“We’ve known each other for years now. We met when Bączyk’s synth broke down just before he was supposed to enter the studio with Robotobibok and he was looking for a replacement. I agreed to lend him mine,” recalls Polak. “But it was only two years ago when we started improvising together,” adds Bączyk. “Both of us own EMS synths and these are not that common. We didn’t set ourselves any goals, the band started by assuming two EMS’s are better than one. We plugged them in and the result will soon land in your hands in the form of ‘Krautpark’ album,” recalls Polak.

“EMS synths have an unique system of connections between counterparts – you can do that by inserting a pin that allows for connections. As well, EMS constructors managed to assemble a perfect set of parts that resulted in a wonderful sound. Thanks to all of this, the Synthi resembles a complete musical instrument, much like a cello”, explains Polak. “I personally enjoy Synthi AKS mainly due to the fact that I’m not what you would call a keyboard player,” adds Bączyk. “I’m not that interested in being innovative just for the sake of innovation,” he says.

Pin Park’s album is named after one of the tracks that recalls the golden age of German electronic music. “This one seemed pretty obvious although you need to know that our aim is not to create a genre-oriented music. We just turn the knobs and hope for the right energy to arrive. Once everything is in its place, we start recording. But it needs to be mentioned that I feel some kind of affinity for bands such as Cluster, Harmonia and Kraftwerk. I really like the approach Roedelius and Moebius had – living up to the idea of Joseph Beuys “Every man an artist”. They chose their tools (instruments) and recorded a couple of amazing albums. Their music is really intuitive and void of any false additions. It’s just free improvising and pure, surreal psychedelia,” explains Bączyk.

“Krautpark” is a largely improvised album. Mostly, due to the fact that Bączyk and Polak need around 15-20 minutes of playing before learning if the direction they’re taking is the right one. “If it is, we quickly agree on who will be taking the lead role, we turn the volume down and start recording. We usually take one approach, though a multitrack one to facilitate mixing later in the process,” says Bączyk.

17 maja nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się debiutancki album duetu Pin Park, który tworzą Maciek Bączyk (Kristen, Robotobibok) oraz Maciek Polak. Album nosi tytuł “Krautpark” i zawiera siedem instrumentalnych utworów.

“Poznaliśmy się długie lata temu, kiedy tuż przed nagraniem płyty Robotobiboka Bączykowi padł syntezator. Wiedział, że ja mam taki sam, więc zadzwonił jako kompletnie obca osoba i spytał, czy bym mu nie pożyczył swojego. Pomysł był tak kompletnie odpalony, że od razu się zgodziłem” – wspomina Polak. “Samo wspólne granie w duecie to kwestia ostatnich dwóch lat” – tłumaczy Bączyk. “Maciek bardzo mnie namawiał, żebyśmy poeksperymentowali na syntezatorach EMS, bo tak się składa, że zarówno on jak i ja takie posiadamy, a są to dość rzadkie instrumenty. Nie mieliśmy żadnego jasno określonego celu. Po prostu, w myśl zasady: co może być lepsze od jednego EMS-a? Dwa EMS-y. Podłączmy i sprawdźmy co się wydarzy. No i teraz jest naturalny finał tego sprawdzania w postaci naszej pierwszej płyty”. Opowieść nie jest spektakularna. Po prostu dobrze się nam gra i prywatnie bardzo się lubimy, co dla mnie uzasadnia istnienie tego zespołu” – dodaje Polak.

Litery EMS laikowi zapewne niewiele powiedzą, ale postawiony pod ścianą, Polak tłumaczy: “EMS-y mają w zasadzie szerzej niespotykany system łączenia podzespołów syntezatora za pomocą szpilek. Czyli zamiast powszechnych kabelków, w Synthi wsadza się szpilki, które uaktywniają połączenia. Po drugie, konstruktorzy tych instrumentów dobrali idealny, według mnie, zestaw części składowych tego instrumentu, który od razu doskonale brzmi. Po trzecie, co zdarza się w świecie syntezatorów dość rzadko, Synthi jest kompletnym instrumentem muzycznym, tak samo jak kompletna jest np. wiolonczela. Po prostu trzeba nauczyć się na niej grać i ciągle się rozwijać, mając do dyspozycji nic więcej, niż sam instrument”. “Ja lubię Synthi AKS. Uważam, że to bardzo ciekawy instrument, który ma mnóstwo do zaoferowania i cały czas zaskakuje” – mówi Bączyk. “Dla moich potrzeb jest idealny, bo ja nie przepadam za cyfrowymi interfejsami, nie jestem ‘klawiszowcem’ (nie potrafię grać obiema rękami na klawiaturze), nie interesuje mnie ‘innowacyjność’ jako cel sam w sobie” – dodaje Bączyk.

Album “pożyczył” tytuł od jednego z utworów, który dla fanów niemieckiej muzyki eksperymentalnej budzi raczej jednoznaczne skojarzenia. “W tym przypadku skojarzenie z krautrockiem było dla nas oczywiste i tak wykluł się ten tytuł, taka nasza odpowiedź na niemiecką awangardę z lat 70. Nie przystępujemy do grania z myślą – zróbmy coś w takim czy innym stylu. Raczej kręcimy gałkami szukając wspólnej fali i kiedy obaj czujemy, że energie i dźwięki się zestrajają – włączamy nagrywanie. Potem przychodzi refleksja, że utwór brzmi trochę jak to czy tamto. Z perspektywy czasu odczuwam podobieństwo i mentalną łączność z takimi zjawiskami jak Cluster, Harmonia czy Kraftwerk (ten wcześniejszy typu – Ralf & Florian), ale ta łączność niekoniecznie musi przejawiać się w samej muzyce. Podoba mi się podejście Roedeliusa i Moebiusa, którzy muzyką zajęli się pod wpływem inspiracji jaką dostarczył Joseph Beuys. Panowie poważnie potraktowali hasło, że ‘każdy człowiek jest artystą’, wybrali narzędzia (instrumenty) i nagrali kilka niezłych płyt (np. ‘Zuckerzeit’). Ich muzyka jest intuicyjna, pozbawiona kompleksów i stylizacji, rodzi się z improwizacji i oddaje ducha nieskrępowanej swobody i surrealistycznej psychodelii czasów w których powstawała. Taka postawa twórcza jest dla mnie bardzo inspirująca” – tłumaczy Bączyk.

“Powiedziałbym, że ten album to niemal czysta improwizacja. ‘Niemal’ – dlatego, że za każdym razem zaczynamy od zera, a następne 15-20 minut pokazuje nam, czy gdzieś jesteśmy, czy kompletnie zabłądziliśmy i trzeba zaczynać od początku. Jeśli kierunek nam się podoba, ustalamy naprędce kto i jak będzie w danej kompozycji budował dramaturgię, ściszamy instrumenty i nagrywamy. W większości przypadków nagrywamy tylko jedno podejście ale wielośladowo, żeby dało się to później porządnie zmiksować. Innymi słowy wszystkie kompozycje na płycie zostały nagrane z marszu. Architektura brzmień (czyli ustawienia instrumentów), harmonie, melodie – wszystko pojawiało się w trakcie improwizacji” – zdradza kulisy pinparkowego warsztatu Polak.

Saagara_internet_RGB

Saagara, Wacław Zimpel’s Indian orchestra, released their second album “2” on Instant Classic label on February 27th.

“2” was recorded in Bangalore last December. “I started my preparations around two months ahead of my trip to India”, admits Zimpel. “Once the draft versions of songs were done, I decided to share them with my producer mooryc in Berlin. Together we clarified the structures, added some melodies and I was ready to jump on the plane. One of the first steps we took in India was to play some concerts. And although majority of our setlist each night consisted mainly of older tracks from Saagara’s debut album, we managed to expand our sound by adding some electronics”, he recalls.

“My main aim for this album was to create a bridge between Indian sounds and Western music logic in order to go against some popular trends”, says Zimpel. “Saagara’s first record was a deep dive into Karnatic tradition but I had to admit to myself that I am by no means a classical Indian musician. That’s one of the reasons why I decided to steer the band to the West but avoiding popular world music clichés. Thankfully Saagara is a very creative entity.”

“2” is a third Zimpel album to feature a significant input from Berlin-based producer mooryc. “I put significant effort to change my sound spectrum. mooryc is mostly associated with electronic music and maybe that’s why his approach to acoustic instrument is fresh. It opens my mind to new means of expression”, explains Wacław. “Our collaboration operates on constant thoughts exchange but this time his work is more visible all over the album despite the fact that he didn’t participate in the recording session.”

To support the record, Saagara scheduled a short tour in Europe. The band will play in Germany, Ukraine and Poland. “My Indian bandmates love performing in my homeland. They have always been welcomed enthusiastically here. One of the distinct features of Indian music is its positive message and maybe that’s why people react spontaneously to our concerts”, says Zimpel.

27 lutego ukazał się drugi album indyjskiej grupy Saagara, której liderem jest klarnecista Wacław Zimpel.

Sesja nagraniowa “2” miała miejsce w Bangalore, w grudniu 2016 roku. “Przygotowania do nagrań zaczęły się jakieś dwa miesiące przed moim wyjazdem do Indii. Sporządziłem szkice kompozycji i przyjechałem z nimi do Berlina, żeby dopracować je z moim producentem moorycem. Uporządkowaliśmy formy, dopisaliśmy wspólnie trochę melodii i z takimi szkicami przyjechałem do Bangalore” – wspomina Zimpel. “Mój pobyt w Indiach zaczęliśmy od kilku koncertów. Graliśmy na nich głównie materiał z pierwszej płyty, który jest dużo bardziej osadzony w tradycji muzyki karnatyckiej (klasycznej muzyki hinduskiej z południa Indii), niż ‘2’. Z koncertu na koncert coraz bardziej rozszerzaliśmy nasze brzmienie o instrumenty elektroniczne. Z takim kiełkującym nowym kierunkiem rozwoju naszej muzyki weszliśmy do studia”.

“Chciałem stworzyć materiał, w którym brzmienie hinduskie podporządkowane jest logice zachodnich form. Chciałem trochę odwrócić sytuację. Pierwszy album Saagary wymagał ode mnie bardzo dużego kroku w stronę tradycji karnatyckiej, która bez reszty mnie fascynuje. Ale pogodziłem się w końcu z tym, że nie zostanę hinduskim muzykiem klasycznym i postanowiłem pociągnąć muzyków z Saagary w zachodnią stronę. Zależało mi na odnalezieniu naszego oryginalnego brzmienia poza schematami world music. Muzycy Saagary bardzo kreatywnie podchodzą do przetwarzania moich pomysłów i wkładają ogromny ładunek energetyczny w nagrywane ścieżki. Tworzymy swego rodzaju symbiozę” – dodaje muzyk.

“2” jest trzecim albumem, nad którym Zimpel pracował z berlińskim producentem moorycem. “Zależało mi na tym żeby zmienić terytoria brzmieniowe swojej muzyki. Mooryc przez wiele lat zajmował się głównie muzyką elektroniczną, przez co ma bardzo świeże podejście do akustycznych instrumentów. Otwiera mnie tym samym na nowe środki wyrazu.” – tłumaczy Zimpel. “Moja współpraca z moorycem polega na ciągłej wymianie myśli i pomysłów. Tym razem udział mooryca był największy, bo już nad samymi kompozycjami pracowaliśmy wspólnie. Do Indii pojechałem jednak sam starając się zrealizować nasze wspólne założenia. Jak to zazwyczaj bywa w praktyce, muzyka wybrała swoje ścieżki, z którymi mooryc pracował po moim powrocie do Europy”.

Po premierze płyty Saagara zagra trasę koncertową, która obejmie występy między innymi w Hamburgu, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, czy w Ukrainie. “Muzycy z Saagary uwielbiają grać w Polsce. Zawsze byli tu świetnie przyjmowani, także chętnie wracają. Niesamowitą cechą muzyki hinduskiej jest jej bezpośredniość i pozytywny przekaz. Ludzie reagują na nią w sposób bardzo spontaniczny. To buduje więzi. Poza tym bardzo cenimy sobie wspólny czas w trasie. Ja uczę się od nich nowych schematów rytmicznych, a oni cieszą się życiem w trasie” – mówi Wacław.

Tracklista “2”:

1. Daydream
2. Spring Fever
3. Hoofbeat
4. Uprise
5. Hot Blooded
6. Ebb and Flow
7. Lanes
8. Morphidia

lonker_arrm_1500x1500

February 17th may be a coincidence but think again. Of course, it may have been 23rd as well but it’s not. You know why?

“All affirmations are true in some sense, false in some sense, meaningless in some sense, true and false in some sense, true and meaningless in some sense, false and meaningless in some sense, and true and false and meaningless in some sense.”

It looks like it’s a split album but at the same time it’s not. “If memory serves me well, it was me who suggested making a split album”, Artur Rumiński cries. “But it doesn’t and it could’ve been the other way round”, he adds.

17 minutes is the duration of Lonker See‘s track but 20 minutes is how long ARRM decided to go. All men have 4 souls now, but in future will have 5 souls. “It’s all true”, denies Boro.

Sure, we would like to learn the meaning behind the cover art but no one could get in touch with Kuba. How do we know whether the universe is getting bigger or the objects in it are getting smaller? Is a thought about unicorns a real
thought? Kill! Kill! Kill!

Jeżeli uważasz, że ten album przypadkowo ukazuje się 17 lutego, to zastanów się raz jeszcze. Pewnie, mógł się ukazać 23. dnia miesiąca, ale tak się nie stanie. Wiesz czemu?

“Wszystkie zdania twierdzące są w pewnym sensie prawdziwe, w pewnym sensie fałszywe, w pewnym sensie pozbawione znaczenia, w pewnym sensie zarówno prawdziwe jak i fałszywe, w pewnym sensie zarówno prawdziwe jak i pozbawione znaczenia, w pewnym sensie zarówno fałszywe jak i pozbawione znaczenia oraz w pewnym sensie prawdziwe, fałszywe i pozbawione znaczenia”.

Zatem w pewnym sensie mamy do czynienia ze splitem, jak i z albumem, który splitem nie jest. “Z tego co pamiętam to ja zaproponowałem split” – krzyczy Artur Rumiński. “Choć w sumie to niewiele pamiętam i mogło też być odwrotnie” – szybko dodaje.

17 minut trwa utwór Lonker See, ale już 20 utwór ARRM. Wszyscy ludzie mają teraz cztery dusze, ale w przyszłości będą mieli pięć dusz. “Wszystko się zgadza” – zaprzecza Boro.

W sumie to chcielibyśmy jeszcze wiedzieć co przedstawia okładka, ale z Kubą ostatnio nie ma kontaktu. A skąd wiemy, że wszechświat robi się większy, albo że znajdujące się w nim obiekty maleją? Czy myśli jednorożca są prawdziwe? Zabij! Zabij! Zabij!

classic054_artwork

New Rome is a solo project from Tomasz Bednarczyk. His new album entitled “Somewhere” comes out on January 30 2017 via Instant Classic label.

“Somewhere” consists of 10 instrumental tracks that may be labelled under “ambient” but in all honesty it’s more of a full-blown ambient deconstruction reminiscent of Tim Hecker’s sonic experiments.

“While working with Tomasz Mreńca on what became ‘Venter’ album I managed to collect a lot of music that ended up fulfilling my vision and concept of New Rome”, says Bednarczyk. “These sounds are deeply rooted in Eastern European culture with all its ambitions. On a more private level I wanted to create a link to a time when I released my first records but I filtered it out through my later experiences. Now I am confident that I managed to achieve this goal”, he adds.

“Somewhere” takes up where New Rome’s previous album “Nowhere” left. “It’s also a sort of farewell to another musical chapter in my life”, explains Bednarczyk. “This record takes the listener on a journey. In a way it’s an conceptual album but on the other hand – also accidental. I guess you may say that this one brings to mind darker soundscapes”.

Na przełomie stycznia i lutego nakładem wytwórni Instant Classic ukaże się nowy album projektu New Rome, za którym stoi Tomasz Bednarczyk.

Album nosi tytuł “Somewhere” i zawiera 10 utworów balansujących na krawędzi między ambientowymi pejzażami dźwiękowymi a elektroniczną dekonstrukcją spod znaku Tima Heckera.

“W trakcie współpracy z Tomaszem Mreńcą nad płytą ‘Venter’ udało mi się zebrać sporo materiału, który jak się potem okazało idealnie wpisał się w koncepcje New Rome. Muzyka, którą tworzę pod tym szyldem jest zakorzeniona we wschodnioeuropejskiej kulturze, z ogromnymi ambicjami. Zależało mi na nawiązaniu do czasów, w których pojawiły się moje pierwsze płyty, jednak chciałem to zaprezentować w zupełnie innym świetle. Teraz wiem, że mi się udało” – mówi Bednarczyk.

“‘Somewhere’ to kontynuacja mojego poprzedniego albumu ‘Nowhere’ oraz zamknięcie kolejnego muzycznego etapu w życiu. Płyta zdecydowanie ma formę podróży z jednego punktu do drugiego. Jest po części konceptualna, a po części przypadkowa. Myślę o tryptyku i jestem już blisko realizacji tego pomysłu. ‘Somewhere’ wydaje się być o wiele mroczniejszym materiałem od poprzednika. Kolejna część posiada roboczy tytuł ‘Elsewhere’ i powędruje w jeszcze inną stronę” – tłumaczy muzyk.

Tracklista “Somewhere”:

1. Colours
2. Lobster
3. Medusa
4. Uncertain
5. Inflow
6. Mosquito
7. Tropics
8. Violet
9. Somewhere
10. Dunes

 

arrm_1500

In November Instant Classic will release a full-length debut album from ARRM – a group created by musicians known from post-black metal band Thaw. Their self-titled record consists of five instrumental tracks recorded mostly live and reminiscent of early Barn Owl and “Hex” era Earth.

ARRM came to life in 2010 as a solo project of guitarist Artur Rumiński (Thaw, Furia). “First it was only me but as time went by I decided to expand ARRM, first by adding bass player Rafał Miciński. Then Maciej Śmigrodzki (Thaw) came to replace him and we even managed to play some concerts supporting Nadja and Mamiffer”, recalls Rumiński. “A couple of our tracks got released as part of cassette split with Stara Rzeka and Innercity Trio but at the end of 2012 ARRM went on a hiatus so that we could concentrate on other projects. It lasted until March 2016 and brought some personal changes – we welcomed back Rafał Miciński, Maciej Śmigrodzki switched to keyboards and drummer Michał Leks joined the band”.

“ARRM” was recorded in Maq Records Studio under the supervision of Haldor Grunberg (Thaw). “We managed to record the whole album live during one weekend”, says Rumiński. “Before entering the studio we only had two demo versions of ‘Pinewood’ and ‘Grave’ but those were scrapped in favor of the newer ones. If I were to find a common ground for those five tracks I would point to an obvious lack of haste that allowed us to concentrate on specific sounds”, he adds.

To support the release ARRM will play shows with Rafał Iwański (Innercity Ensemble, Alameda 5) and Tides From Nebula.

W listopadzie nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się debiutancki album grupy ARRM, którą tworzą muzycy znani między innymi z post-blackmetalowego Thaw.

Na krążku znajdzie się pięć instrumentalnych utworów przywodzących na myśl przestrzenne, gitarowe nagrania Barn Owl, czy późniejszy etap twórczości Earth. Oprawa graficzna jest dziełem Marcina Łojka, którego prace ozdobiły między innymi najnowszy album Innercity Ensemble.

ARRM powstał zimą 2010 roku jako solowy projekt gitarzysty Artura Rumińskiego (Thaw, Furia). “Na początku grałem sam, później dołączył do mnie basista Rafał Miciński. Chwilę potem Rafała zastąpił Maciej Śmigrodzki, z którym zagraliśmy sporo koncertów, między innymi z Nadja, Mamiffer” – wspomina Rumiński. “Kilka naszych numerów ukazało się na splicie ze Starą Rzeką i Innercity Trio. Pod koniec 2012 roku zawiesiliśmy jednak działalność, żeby skoncentrować się na innych projektach. Przerwa trwała aż do marca 2016 roku, kiedy postanowiłem odświeżyć zespół. Do składu ponownie dołączył Rafał Miciński, a Maciej Śmigrodzki zamienił instrument na klawisze. Stanowisko perkusisty przypadło Michałowi Leksowi”.

Sesja nagraniowa “ARRM” miała miejsce w studiu Maq Records pod okiem Haldora Grunberga (Thaw). “Cały materiał nagraliśmy praktycznie na setkę, w jeden weekend” – mówi Rumiński. “Wcześniej jedynie zarejestrowaliśmy wersje demo dwóch numerów (‘Pinewood’, ‘Grave’), które ostatecznie zostały raz jeszcze nagrane z myślą o pełnej płycie. Gdybym musiał znaleźć punkt styczny tych wszystkich kompozycji to pewnie byłby to ewidentny brak pośpiechu, który pozwolił nam się ‘zawiesić’ na dźwiękach” – dodaje Rumiński.

Przy okazji premiery płyty ARRM zagra kilka koncertów z Rafałem Iwańskim (Innercity Ensemble, Alameda 5) i Tides From Nebula.

Tracklista:

1. Pinewood
2. White Water
3. KWKSC
4. Grave
5. Horseback

ie-cover

In mid-October Instant Classic will release the third album from Innercity Ensemble – a band comprised of members of Alameda 5, Stara Rzeka, HATI, Kapital and T’ien Lai.

Entitled “III”, this album consists of seven instrumental tracks recorded in a beautiful Ostromecko Palace where Innercity Ensemble recorded their previous one. “This time we took another approach – the one that assumed the creation of a more concise record, one that operates in shorter forms”, says Kuba Ziołek. “A single disc is a result of a better sound selection, a precise approach to what we wanted to achieve”, adds Wojciech Jachna. “Some aspects of our music were discarded, for example noise motifs that were present on ‘II’. We’re also aware of what makes Innercity Ensemble’s sound unique: a strong rhythm based on prepared guitars, trumpets, trance and playing with soundscapes. In short: this is our take on combining ethno, post-rock, jazz and who knows what else”, explains Jachna. 

“I guess we wanted ‘III’ to be more rhythm-based and this evolution somehow seems to be natural. Of course, there are also some soundscapes and tracks deprived of rhythm but thanks to this Innercity Ensemble still manages to stay interesting”, recalls Ziołek.

Keeping in mind that the band consists of musicians from various projects, one can ponder if Innercity Ensemble is a regular band or side-project. “In the beginning Innercity Ensemble was more of a collective but now we are far from this loose approach. We spent a lot of time together, played numerous concerts, we even started rehearsing which is a breakthrough, if you ask me”, says Jachna. “We normally meet before concerts and recording sessions and we still enjoy spending our time together. That’s the most important aspect of Innercity Ensemble. Once this ends, the band will be over”, he adds.

W połowie października nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się trzeci album grupy Innercity Ensemble, którą tworzą muzycy związani z Alameda 5, Stara Rzeka, czy HATI.

“III”, bo tak zatytułowana jest płyta, zawiera siedem instrumentalnych kompozycji zarejestrowanych w Pałacu w Ostromecku, gdzie zespół nagrał też swój poprzedni, podwójny album. – Już samo założenie przed nagraniami było takie, aby wydać bardziej skondensowany materiał, nie rozciągać tej formy bez potrzeby – tłumaczy Kuba Ziołek. Wojciech Jachna dodaje: Pojedyncza płyta to raczej efekt lepszej selekcji, bardziej świadomego podejścia do tego, co chcemy osiągnąć. Pewne aspekty naszej muzyki zostały odrzucone jako niezbyt dobrze podjęte wątki – np. noise’owe motywy z “I”. Mamy też świadomość tego, co jest rzeczywiście zaletą naszego brzmienia: mocne, rytmiczne granie, z naciskiem na partie preparowanych gitar i trąbki, trans, elementy muzyczne grane ad libitum, czyli zabawa przestrzenią, taki nasz ambient jako mieszanka etno, post rocka, jazzu, i kto wie czego jeszcze. 

– Mieliśmy założenie, aby trzecia płyta była bardziej rozbudowana rytmicznie. W Innercity Ensemble Rafał Kołacki już od półtora roku przerzucił się z gongów na konga, Rafał Iwański z kolei gra już teraz głównie na granite blockach i darabukkach, cały zespół natomiast czuje się pewniej w graniu rytmicznym niż to było w czasach debiutanckiej “Katahdin”, więc taka ewolucja w stronę muzyki bardziej pulsacyjnej była niejako naturalna. Oczywiście zdarzają się na “III” także utwory pozbawione rytmiki, więc dalej muzyka Innercity Ensemble pozostaje różnorodna. Poza tym podczas sesji o wiele bardziej ciągnęło mnie do gitary barytonowej, a Artura Maćkowiaka do syntezatora, więc jest to też najmniej “gitarowy” album Innercity Ensemble – opowiada Ziołek .

Zespół to wciąż siedmiu muzyków aktywnych w różnych stylistykach i składach. Stąd naturalne wydaje się pytanie, czy Innercity Ensemble to pełnoprawny zespół, czy może luźny kolektyw. Jachna unika jednoznacznej odpowiedzi: – Na pewno na początku IE było kolektywem, teraz jednak trudno go traktować zupełnie luźno, trochę czasu minęło, i nawet próby zaczęliśmy grać, co jest przełomem, zwłaszcza w przypadku zespołu, którego członkowie mieszkają w 4 różnych miastach. Obecnie chyba jest już zespołem, pracującym oczywiście w pewien cykliczny, a nie stały sposób. Zespół zjeżdża się przed koncertami, nagraniami, poza tym wewnątrz zespołu jest wiele pomniejszych, bardziej żywotnych składów, co na pewno wpływa też na to, czym jest Innercity Ensemble. Cały czas lubimy ze sobą przebywać, a to jest najważniejsza sprawa. Jak to się skończy, skończy się też zespół.

Słuchacze śledzący formację od samego początku na pewno zauważą, że za wyjątkiem debiutanckiej płyty “Katahdin” z 2012 roku, Innercity Ensemble unika opisowych tytułów swoich utworów i płyt. – Na początku chcieliśmy zostawić robocze tytuły utworów, np. “Brutalna i psychodeliczna sonorka”, “Wołodyjowski pościg wilków”, czy “Brat Mouzone”, ale ostatecznie zarzuciliśmy ten pomysł. A jako, że nikomu nie chciało się wymyślić normalnych tytułów, to z lenistwa zostawiliśmy po prostu numerki – tłumaczy Ziołek, stanowczo odcinając się od związków ze stacjami numerycznymi.

Tracklista:

1. I (09:49)
2. II (05:33)
3. III (05:34)
4. IV (05:23)
5. V (08:12)
6. VI (05:36)
7. VII (05:34)