Archive

Uncategorized

LTT_VV_front

On 23 November 2017 Instant Classic will release a brand new album from Lotto. Entitled “VV”, it consists of 5 instrumental tracks exploring the outer regions of trance-based music.

“There’s always this brief period when we start pondering about the direction of our music but usually it turns out to be completely unnecessary. Whatever we may plan ahead, our playing always takes us the other way round,” admits guitarist Łukasz Rychlicki. “In case of ‘VV’ we didn’t think about our previous record, ‘Elite Feline’. We never look back.”

Lotto’s work on the new tracks started with long improvisations. “Our standard way of working is meeting in the rehearsal space and playing whatever we feel like,” says Rychlicki. “You just need to be very patient and there’s always something that will make things move forward. This time we had only one agenda: to move away from the sound of guitar and bass playing together. That’s where the upright bass together with the electric bass guitar came into the picture and changed our sound in a significant way,” he adds.

“I think that ‘VV’ is a very concise record but I wouldn’t like to add more context to it. I believe that everyone can interpret the music anyway they want. We prefer to keep those things open.” Rychlicki says.

“VV” was recorded at Tonn Studio in Łódź, Poland. Mixed by The Norman Conquest. Mastered by Norman Nitzsche at Calyx.

 

23 listopada, nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic, ukaże się nowy album tria Lotto. Autorzy zeszłorocznej, bardzo głośnej płyty “Elite Feline” tym razem przygotowali pięć instrumentalnych kompozycji, w ramach których podążają zupełnie nowymi muzycznymi ścieżkami. Krążek nosi enigmatyczny tytuł “VV”.

“Zawsze mamy taki krótki moment, że zastanawiamy się w jakim kierunku pójść, jednak nie do końca jest to potrzebne. Potem okazuje się, że ustalenia niewiele wnoszą, a muzyka sama podpowiada nam rozwiązania za którymi podążamy” – wspomina gitarzysta Łukasz Rychlicki. “Nie ma to wiele wspólnego z tzw. sukcesem, który stał się udziałem ‘Elite Feline’. Śmiało mogę stwierdzić, że nie miało to na nas wielkiego wpływu. Staramy się nie patrzeć wstecz” – dodaje muzyk.

Praca nad nowymi utworami wyglądała podobnie jak w przypadku poprzednich krążków: “Po prostu spotykamy się na próbach i patrzymy, w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Trzeba być cierpliwym, zawsze pojawi się coś, co pozwoli popchnąć sprawy do przodu. Tym rayem staraliśmy się mocno oddalić od dość klasycznego brzmienia, jakie zawsze daje zestawienie gitary z basem. Stąd pojawiła się koncepcja użycia kontrabasu i gitary basowej, co pozwoliło nadać wszystkiemu inną barwę” – tłumaczy Rychlicki.

“Wydaje mi się, że płyta stanowi spójną całość, jednak nie wychodziliśmy od jakiejś określonej koncepcji. Nie ma motywu przewodniego i podobnie jak w przypadku ‘Elite Feline’ każdy może sobie dokleić do tego jakąś historię. Sposób odbierania tej płyty może być bardzo różny, co widzimy po nas samych. Można odczytywać z niej bardzo różne historie, różne barwy. Pozostawiamy te sprawy otwarte, niczego nie wskazujemy palcem. To wydaje nam się najciekawsze” – dodaje.

Zapytany o oczekiwania i nadzieje związane z nowym albumem, Rychlicki odpowiada krótki: “Nie chcemy stać w miejscu. Musi być ciągły ruch. Tylko to jest interesujące.”

Sesja nagraniowa “VV” miała miejsce w łódzkim studio Tonn. Za realizację mix odpowiada po raz kolejny Norman Conquest, a mastering jest dziełem Normana Nitzsche.

Tracklista:

1. Soil
2. Hazze
3. Paperchase
4. Heel
5. Ote

Advertisements

ZZ_1500x1500

On October 12 Instant Classic released a debut album from the duo of Wacław Zimpel (Hera, Ircha) and Kuba Ziołek (Stara Rzeka, Innercity Ensemble, Alameda Organisation, Kapital). The record entitled simply “Zimpel/Ziołek” consists of four tracks that might surprise those familiar with musicians’ previous recordings.

“In December of 2015 I watched Wacław perform a solo set in Alchemia club in Kraków. After his concert we discussed the possibilities of working together on some music and not much later we met at the rehearsals, followed by first live gigs under the Zimpel/Ziołek moniker,” recalls Ziołek. “I remember that during this time I was drifting away from my free jazz roots and wanted to incorporate some electronics that Kuba already mastered in his projects,” adds Zimpel. “Both of us were keen on repetitive structures and this process of defining a common musical ground evolved in a very organic way,” he adds.

The tracks that make up their album are rooted in improvisation and it wasn’t until Zimpel and Ziołek entered the studio that they organised the sounds into more structured forms. “We often stopped playing when something interesting came into our view and messed with those motifs adding new layers and instruments,” explains Zimpel. “The compositions took other forms during our concerts where the process of playing is more dynamic, based on instincts. That’s also why you often are unable to see the bigger picture. I think that it’s only been in the studio where we managed to take total control over our music,” he says.

Contrary to what most Zimpel fans may expect, some of duo’s songs do have vocals and these come courtesy of Ziołek. “I decided to paint some abstract pictures with the lyrics. There’s no hidden meaning behind them, I just wanted to treat the melodics of words more or less the same as I do with other instruments, choosing specific syllables and matching them with words,” recalls Ziołek.

The recording of “Zimpel/Ziołek” took place in Tonn Studio in Łódź, Poland. That’s the same spot where Lotto, Kristen and Zimpel’s own “Lines” were recorded. Amazing artwork was created by Hania Cieślak.

12 października nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukazał się album duetu Wacław Zimpel / Kuba Ziołek. Na potrzeby płyty muzycy zarejestrowali cztery premierowe kompozycje, które na pewno zaskoczą wielbicieli ich wcześniejszych dokonań.

“W grudniu 2015 roku przyszedłem na koncert Wacława w Alchemii w Krakowie i po tym koncercie zaczęliśmy rozmawiać o ewentualnej współpracy muzycznej. Nie dalej jak miesiąc później już graliśmy pierwsze próby i koncerty. Oczywiście znamy się z Wacławem dużo dłużej i od dawna jego muzyka wydawała mi się bardzo interesująca” – wspomina początki projektu Ziołek. “To był dla mnie czas dużych zmian stylistycznych. Odchodziłem wówczas od języka charakterystycznego dla free jazzu. Zależało mi na tym, żeby poszerzyć brzmienie o instrumenty elektroniczne, którymi Kuba zajmował się już od dawna. Jego ujęcie elektroniki było dla mnie bardzo inspirujące. Jednocześnie obaj chcieliśmy poeksperymentować ze strukturami repetytywnymi. Cały proces odnajdowania wspólnej przestrzeni muzycznej przebiegał bardzo organicznie” – dodaje Zimpel.

Wspomniane wcześniej utwory, które trafiły na album, mają swoje źródło w improwizacji, jednak na potrzeby nagrania zostały one uporządkowane i rozbudowane. Dzięki temu improwizacja stała się tylko jednym z wielu składników kompozycji. “Zatrzymywaliśmy się, kiedy usłyszeliśmy coś ciekawego i staraliśmy się to zapamiętać. Podczas koncertów dodawaliśmy nowe płaszczyzny i struktury, które udało nam się zebrać w jedną całość w studio” – tłumaczy Wacław. “Utwory ewoluowały na koncertach, szczególnie w warstwie brzmieniowej, z którą jeszcze bardziej mogliśmy poeksperymentować w ramach nagrań. Podczas koncertów procesy są bardziej instynktowne i często brakuje czasu na głębszą refleksję, którą z kolei oferuje praca w warunkach studyjnych. Myślę że dopiero w studio udało nam się zapanować nad materiałem” – dodaje multiinstrumentalista.

Wbrew temu, czego fani muzyków mogli się spodziewać po doświadczeniu duetu na żywo, album “Zimpel/Ziołek” nie jest wyłącznie instrumentalny. “Jestem odpowiedzialny za teksty” – przyznaje Ziołek. “W tym wypadku postawiłem na abstrakcje z motywami zwierzęcymi. Nie stoi za tym żadna głębsza koncepcja. Potraktowałem melodię słów tak samo jak każdą inną materię dźwiękową. Najpierw dobrałem sylaby, które mi najbardziej pasowały, a potem podłożyłem pod nie konkretne słowa. Te teksty dla mnie osobiście nic nie znaczą, co wcale nie równa się temu, że są bez sensu”.

Sesja nagraniowa miała miejsce w łódzkim Tonn Studio, w którym zarejestrowane zostały również albumy Lotto, Kristen i “Lines” Zimpla. Za oprawę graficzną odpowiada Hania Cieślak. 10 października w krakowskim Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, w ramach festiwalu Unsound, muzycy zagrają premierowy koncert u boku BNNT z Matsem Gustafssonem (również koncert premierowy promujący album “Multiverse” w Instant Classic) i Puce Mary.

Tracklista:

1. Memory Dome
2. Wrens
3. Elytra
4. Fourth Molar

 

BNNT FRONT 1500

“MULTIVERSE” is the new album from BNNT – a duo formed by Konrad Smoleński and Daniel Szwed. Featuring guest appearances from Mats Gustafsson and Stine Janvin Motland, the record comes out on October 10, 2017 via Instant Classic label.

BNNT is not your regular music group. It would be more adequate to call them an artistic group as their areas of activity range over music, visual arts and theatrical performances. “MULTIVERSE” is based on lengthy improvisations deeply rooted in tribal drumming with post-dance music flavours. It is also BNNT’s first new material since 2012’s “QASSAM” recorded with Robert Piernikowski (Syny). “I wouldn’t say we took 5-year long vacations from BNNT,” argues Smoleński. “Of course our pace appears to be a little slow but keep in mind we performed a number of times during those years and switched a couple of languages,” he says.

Most of the “song” titles are borrowed from Emil Cioran and bibliograhy that goes along the record seems to underline the “MULTIVERSE” concept behind this work of art. “One of the narrations of this album has a lot to do with different layers of reality that may coexist and this bibliography should serve the listener as a guide and provide a number of meanings,” explains Smoleński. “The ‘lyrics’ we included in the booklet are almost illegible, blurred. We put extra effort into treating them as music, more like a way of transferring feelings. This comes along with a perception that our own singular perspective may not be the most obvious one around.”

10 października nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się nowy album duetu BNNT, który tworzą Konrad Smoleński i Daniel Szwed. Krążek, zatytułowany “MULTIVERSE”, został nagrany z udziałem zaproszonych gości: Matsa Gustafssona i Stine Janvin Motland.

BNNT nie jest typowym zespołem muzycznym. W tym przypadku bardziej adekwatne wydaje się określenie “grupa artystyczna”, jako że działalność duetu obejmuje też sztuki wizualne i teatralny performens. “MULTIVERSE” bazuje na plemiennych rytmach perkusji i zahacza o rejony muzyki post-tanecznej. To również pierwszy materiał grupy od czasu wydanego w 2012 “QASSAM” z Robertem Piernikowskim (Syny). “Nie mieliśmy przerwy w działalności” – tłumaczy Smoleński. “Te pięć lat to koncerty i kilka zmian języka po drodze. Owszem, nasze tempo jest raczej powolne, ale wydaje nam się, że nie ma potrzeby się śpieszyć. Świat wiruje dostatecznie szybko i chaotycznie, a my raczej staraliśmy się zwolnić, bo każde tempo ma swoje konsekwencje. Ta płyta powstawała faktycznie bardzo długo. Nagraliśmy ją pod koniec 2015 roku i praca nad nią miała sporo zastojów i zrywów wyznaczanych naszą dostępnością. Trzeba pamiętać że działalność muzyczna to tylko ułamek tego co robimy w życiu”- dodaje.

Tytuły nowych utworów zostały “pożyczone” od Emila Ciorana, a towarzysząca albumowi bibliografia zdaje się mocno podkreślać koncept całości. “Płyta traktuje o tym, że mogą równolegle istnieć warstwy rzeczywistości wcale nie wykluczające się. Bibliografia jest odniesieniem tyleż do samej płyty, co do zawartej w płycie książeczki. Ma być tropem dla słuchacza, odniesieniem, zbiorem znaczeń, ale tak jak w każdej książce stanowi marginalny przypis odnoszący do źródeł zawartych w tekście. Sam tekst natomiast jest Treścią. A tekst książeczki zawartej w płycie jest mało czytelny, zatarty. To zbiór strzępów i wizualnych zlepów liter. Zależało nam na tym, by tekst potraktować podobnie jak muzykę, by stanowił abstrakcyjny obraz do wyczucia raczej niż zrozumienia” – mówi Smoleński.

Tracklista:

1. The Last Illiterate
2. Sickness Begins When One Starts to Think
3. Consider a Single Wave Relieved the Pressure on the System
4. God Is Nothing More Than an Acoustic Hallucination
5. If the Universe Is Expanding, Are We Drifting Apart Too?

Nagranie: Michał Kupicz. Miks i master: Haldor Grunberg.

the_stubs_lets_die_1500x1500

On September 29 Instant Classic will release a farewell album from one of Poland’s best garage rock bands – The Stubs. Entitled “Let’s Die”, the record consists of 11 songs ranging from bluesy punk to full throttle rock’n’roll.

“Most people would choose a fast and loud exit from this World rather than slow and painful death. We chose a third option: a one that you can call euthanasia,” says band’s drummer Radek. “If only I could make my own choice, I’d prefer to die not really knowing about it. In this case it came out the way it did but we need to remember that noone lives forever,” adds Łukasz (bass). “When you make an informed choice as The Stubs did, I would like to make it as loud as possible,” sums up The Stubs’ frontman Tomek.

“Let’s Die” is a very straight in-your-face record. No lovely ballads, no hyper-fast guitar solos and unnecessary intros. To put it short: it’s 100% The Stubs. “After our concerts with one of Poland’s best known rock musicians some folks were joking that we should make a pop album. No way, man! We like to play raw,” explains Radek. “You could maybe say that the way this album sounds is a product of a big effort we decided to put into the songs. Some were completed as early as after our previous album had been completed and we could play them live, test them in front of a live audience,” recalls Łukasz.

The neon light you see on the front cover of “Let’s Die” is real. “Guys wanted to get me some work, I guess. I’ve been designing and making neon lights for about a year now but when this idea popped up, I was a little skeptical at first. I just couldn’t imagine Tomek’s artwork become a set of pipes with shining gas inside. As you can see, it came out really nice. Our photographer friend shot this picture and the original neon will most likely find its spot in our label’s office,” says the bass player.

On November 5 The Stubs will play their last gig together in Warsaw’s own Pogłos club. That’s a good moment to ask the band about their best memories connected to playing in the group. “I think it’s the people we met on the road and places we managed to visit. But the most important is that despite our different characters we managed to keep our friendship alive and follow the same dream,” explains Radek. And what about the worst ones? “I think that everyone has their own ‘time of your life’ that you can’t simply spot when it happens and it’s only years later that you can recall what you really experienced. That’s also when your worst stories become your best. I decide to keep all my memories of The Stubs alive,” adds Tomek.

29 września nakładem wytwórni Instant Classic ukaże się pożegnalny album najlepszego polskiego zespołu rockandrollowego – The Stubs. Krążek, zatytułowany “Let’s Die”, zawiera 11 piosenek pełnych mięsistych, zadziornych riffów i zawadiackich, przebojowych refrenów, które przez te wszystkie lata stały się wizytówką grupy.

Nie pytajcie “czemu”, pytajcie “jak”. Czy lepiej zejść z tego świata szybko, z hukiem, czy w spokoju ducha, na wygodnym fotelu? “Bez chwili zastanowienia pierwsza opcja. My zdecydowaliśmy się na trzecią drogę – eutanazję” – tłumaczy perkusista Radek. “Zdecydowanie życzyłbym sobie żyć jakieś pińcet lat, niestety jak się nie da to wolę zdychać tak, by o tym nie wiedzieć za bardzo. Tutaj wyszło jak wyszło, ale nic nie może przecież wiecznie trwać jak śpiewała śp. Anna Jantar” – dodaje basista Łukasz. “Najlepiej to chyba klasycznie ‘we śnie’. Gorzej, jeżeli postanowisz umrzeć z własnej woli i ręki. Wtedy niechże to już pierdolnie jak najgłośniej” – tłumaczy gitarzysta i wokalista Tomek.

“Let’s Die” to konkret – bez ballad, dłużyzn i niepotrzebnych popisów. To też w 100% The Stubs, jakich ich pokochaliśmy. “Po występach na ‘Męskim Graniu’ tu ówdzie słyszeliśmy podśmiechujki jakoby kolejna nasza płyta miała być popowa. Nic z tego! Chcieliśmy po prostu zajebać tak jak lubimy” – mówi Radek. “To chyba głównie za sprawą czasu, jaki mieliśmy na spokojne wypichcenie tego bigosu. Kawałki powstawały w zasadzie od skończenia poprzedniej płyty, mieliśmy trochę czasu, by większość materiału sprawdzić w ogniu koncertów i jakoś tak nam się przyzwoicie ta muzyka ułożyła w rękach, że jest moc i nie ma lęku” – wspomina Łukasz.

Okładkę zdobi śliczny neon z ulubionym motywem The Stubs – luczadorem. “Chłopcy wpadli na ten pomysł chyba żeby zrobić mi przyjemność. Od jakiegoś roku zajmuję się projektowaniem i wykonywaniem neonów zawodowo i pojawił się taki plan, by właśnie neon zdobił naszą okładkę. Na początku byłem sceptycznie nastawiony – nie wyobrażałem sobie, by grafika mogła oddać analogowy charakter prawdziwego, rozświetlonego gazu w szklanej rurce. Postanowiłem z projektu okładki Tomka zrobić prawdziwy neon. Pomysł wypalił, zaprzyjaźniony fotograf pięknie nam go uwiecznił. Oryginał już wkrótce zawiśnie w biurze wytwórni, z którą tak świetnie nam się współpracowało przez te wszystkie lata” – tłumaczy historię powstania neonu Łukasz.

5 listopada The Stubs zagrają swój ostatni koncert, występując na deskach stołecznego klubu Pogłos. To dobry moment na podsumowanie i moment refleksji nad trumną. Zapytani co będą chcieli zapamiętać z tych wszystkich lat wspólnego grania, sekcja rytmiczna stawia sprawę jasno: “Tych wszystkich ludzi, których mieliśmy okazję dzięki Stubs poznać i miejsca, które z tego samego powodu mieliśmy okazję zobaczyć. I to, że mimo różnych charakterów byliśmy przede wszystkim przyjaciółmi, których łączył wspólny cel i pasja”. A co chcieliby wymazać z pamięci? “Uważam, że każdy ma taki swój ‘najlepszy czas w życiu’. Nie rejestruje się tego na bieżąco, dopiero lata później, wracając do owego okresu myślami, mówi się taką oto standardową kwestię: ‘to były czasy’. Uważam też, że bierze się to z całym dobrodziejstwem inwentarza, a złe momenty stają się tymi najlepszymi historiami. Tak więc poza momentami, które z różnych powodów wymazały się same – nie wymazałbym absolutnie nic” – zamyka temat Tomek.

Tracklista “Let’s Die”:

1. You Don’t Know Shit
2. Red Bean
3. Profane the Blues
4. Go Where You Belong
5. Gasoline
6. Gone
7. Take Off your Shoes
8. No More
9. The Man Who Will Blow Up The World
10. Woke Up This Morning
11. Let’s Die

Pożegnalne koncerty The Stubs:

19 października – Poznań, Pod Minogą (+ Lazy Class)
20 października – Wrocław, CRK (+ Lazy Class, Gulag Beach)
21 października – Kraków, Alchemia (+ Lazy Class, After Laughter)
22 października – Katowice, Królestwo (+ Lazy Class, After Laughter)
3 listopada – Gdynia, Ucho (+ The Rumjacks)
4 listopada – Toruń, NRD
5 listopada – Warszawa, Pogłos (+ Gulag Beach)

alameda duo cover

“The Luminous Guitar Craft of Alameda Duo” is the newest incarnation of Alameda collective. This time Jakub Ziołek and Mikołaj Zieliński present their unique and acoustic view on Greek musical tradition and American Primitivism.

“I need to admit that it was Rafał Iwański (X-Navi:Et, Innercity Ensemble, Alameda 5) who can be called a godfather of this project. That’s mainly due to him bringing me a cassette version of Christodoulos Halaris’ album ‘Music of Ancient Greece’ that I instantly fell in love with,” says Ziołek. “It inspired me to create sounds indebted to ancient Greek music – this meaning rhythms and their influence on melodies, repetitions, extending far beyond what we got used to. After some time though, new parts and inspirations came into view and I had to modify my previous assumptions,” he adds.

“Robbie Basho was also inspired by Greek music so you will be able to spot some American Primitivism on Alameda Duo’s album. But that’s not so much due to fingerpicking but more thanks to a way our compositions create this characteristic atmosphere. Aside from acoustic guitars, we decided to use also a classical Greek-Turkish bouzouki,” Ziołek explains.

Recording session of “The Luminous Guitar Craft of Alameda Duo” took place in the Evangelical-Augsburg church in Alameda’s home town of Bydgoszcz, a place of outstanding acoustics. “During the day there’s a lot of noise generated by cars passing through the street so we decided to record at night. We wrapped up the sessions at around 6AM and I need to admit that this was an interesting experience that took its toll on the songs,” Ziołek recalls.

 

Pod koniec sierpnia nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się debiutancki album nowego wcielenia kolektywu Alameda – “The Luminous Guitar Craft of Alameda Duo”. Tym razem Jakub Ziołek i Mikołaj Zieliński zaprezentują akustyczne oblicze inspirowane muzyką grecką i amerykańskim prymitywizmem.

“Można powiedzieć, że ojcem założycielem tego wcielenia jest Rafał Iwański (X-Navi:Et, Innercity Ensemble, Alameda 5), który pewnego dnia podrzucił mi kasetę Christodoulosa Halarisa ‘Music of Ancient Greece’, w której automatycznie zakochałem się bez pamięci, i która posłużyła na początku za inspirację do tworzenia kompozycji w duchu starożytnej muzyki greckiej” – tłumaczy Ziołek. “Chodziło o bardzo specyficzne podziały rytmiczne i ich wpływ na melodię, rozciąganie melodii w czasie, ich wariacyjność i repetytywność poza swojską dla naszego ucha metodą liczenia i słuchania rytmu. Po czasie jednak w miarę ogrywania tych kompozycji pojawiły się nowe wątki i inspiracje, i pierwotny pomysł trzymania się blisko estetyki muzyki starożytnej Grecji został poważnie zmodyfikowany” – dodaje.

Ważny wpływ na kształt Alameda Duo miał też amerykański prymitywizm. “Robbie Basho również inspirował się muzyką grecką. Fragmentów z wykorzystaniem klasycznego ‘finger-style’ na naszej płycie jest zaledwie kilka, więc ten nurt z pewnością wyraża się przede wszystkim w klimacie utworów i w doborze instrumentarium. Choć również posługiwaliśmy się klasycznym grecko-tureckim instrumentem o nazwie bouzouki” – mówi Ziołek.

Album powstawał w okresie mocnych zawirowań osobistych muzyków, więc zarówno komponowanie tych utworów, jak i pisanie tekstów było dla nich pewną formą terapii. Prawie wszystkie teksty są o miłości, ale pojmowanej negatywnie.

Alameda 2 stoi trochę na poboczu pozostałych wcieleń kolektywu Alameda. “Duo jest najbardziej radykalne, minimalne i niełatwe w odbiorze. Stanowi trochę wyjątek i oddech w naszej działalności Alamedowej. Jest bardziej pewnym pomysłem na muzykę niż funkcjonującym zespołem” – tłumaczy Kuba.

Sesja nagraniowa “The Luminous Guitar Craft of Alameda Duo” miała miejsce w kościele Ewangelicko-Augsburskim w Bydgoszczy, miejscu o wspaniałej akustyce. “Jako, że za dnia wokół tego kościoła panuje spory ruch samochodowy, zdecydowaliśmy się nagrywać nocami. Sesje więc trwały od północy do ok. 6 rano, co było bardzo fajnym doświadczeniem i z pewnością zostawiło swój ślad w naszej muzyce” – dodaje Ziołek.

Tracklista:

1. The Silver Chant of Ate
2. Laurel
3. Ming & Days of Yore
4. The Grand Mixolydian Cunt Slip

Grafika: Magdalena Syboń
https://www.facebook.com/alamedatrio

makosica_front_1500x1500

At the end of May 2017 Instant Classic will release a CD version of “Invocation” – a new album from Chicago-based improvising trio Mako Sica. Vinyl version comes out on Feeding Tube Records.

“Invocation” is Mako Sica’s 7th release. “Our music, in the past and on Invocation, is not easily pinned down. We write, as a band, compositions that take us somewhere and hopefully the listener as well. Each song is like a mansion, with different rooms that represent different emotions. We can build the mansion as big or small as we want. There’s no literal meaning, it’s a piece of music when it moves you. We all listen to different music, but there are some commonalities. Heavy jazz influence that’s easy to pick up on and also the blues. The layout is more akin to the way soundtracks are laid out with dynamics and long dissolving atmospherics,” said the band.

The album comes out after a rough period for Mako Sica. “The songs came together pretty quick. We wrote them with our longtime drummer Mike Kendrick before and during a tour in 2013, then in January of the following year he told us he was moving and quit the band. We tried another drummer before Chaetan Newell came along. These songs are all three of us put to the test – Chaetan stepping into an already existing music chemistry that’s lasted almost a decade and Przemysław and I ripping these songs apart for the third time, believing in them so much that we would still want to play them with someone else. Throughout the whole process, the songs naturally evolved, mostly to keep ourselves entertained.”

For the initial tracking the trio of Przemysław Drążek (Rope), Brent Fuscaldo and Chaetan Newell visited Greg Norman’s home studio on the South Side of Chicago. There, they tracked all the instruments playing together live in one day. Vocals were done later in the underworld (where band rehearses). Chaetan had quite a bit of experience recording also so he took on the role of mixing the session at his studio. CD version has a different cover and artwork courtesy of Kuba Sokólski (Merkabah).

For those in desperate need of labeling Mako Sica: think of Scratch Acid running into Sun City Girls jamming on a desert at night. You get the idea. Or maybe not.

Pod koniec maja nakładem Instant Classic ukaże się album “Invocation” chicagowskiego trio Mako Sica. Krakowska wytwórnia będzie wydawcą wersji CD. Winyl trafi do sprzedaży z logo amerykańskiej Feeding Tube Records.

“Invocation” to siódme wydawnictwo Mako Sica. “Nasza muzyka raczej wymyka się próbom twardej klasyfikacji. Stawiamy sobie za cel komponowanie utworów, które mają nas (i słuchacza) zabrać w ciekawą podróż. Można te utwory porównać do wielkiej willi, w której każdy pokój reprezentuje odmienne stany świadomości. Prywatnie słuchamy bardzo różnych dźwięków, ale punkty styczne stanowią jazz i blues” – tłumaczą muzycy.

Album ukazuje się po trudnym okresie w historii zespołu. “Komponowanie co prawda nie zajęło nam dużo czasu i większa część materiału powstała jeszcze z poprzednim perkusistą, Mikiem Kendrickiem, w trakcie naszej trasy koncertowej w 2013 roku. W styczniu 2014 roku Mike poinformował nas, że w związku z przeprowadzką będzie zmuszony opuścić Mako Sica. Na jego miejsce przyszedł Chaetan Newell, z którym sfinalizowaliśmy utwory, które tworzą ‘Invocation’. Ta zmiana w składzie nie była łatwa – Chaetan wskoczył w buty człowieka, który współtworzył zespół przez prawie dekadę, a ja z Przemkiem byliśmy zmuszeni rozgrzebać te same kompozycje po raz trzeci, dostosowując je do stylu gry nowego perkusisty” – wspomina Brent Fuscaldo.

Pierwsza sesja nagraniowa nowego tria, które tworzą Przemysław Drążek (gitara, trąbka), Brent Fuscaldo (wokal, gitara, harmonia, kalimba) i Chaetan Newell (perkusja, instrumenty klawiszowe), miała miejsce w domowym studio Grega Normana w Chicago. Partie instrumentalne zostały zarejestrowane “na setkę”. Wokale zostały dograne później w sali prób zespołu. Za miksy odpowiedzialny jest Chaetan, a wersja europejska albumu zostanie okraszona grafiką autorstwa Kuby Sokólskiego (Merkabah).

Tracklista:

1. Mouth of the Lion
2. Sacrifice
3. Potomac Blues