Archive

Tag Archives: ambient

PP_cover_1500x1500

May 17 marks the release date of “Krautpark” – the debut album from Pin Park. Pin Park are a duo consisting of Maciek Bączyk (Kristen, Robotobibok) and Maciek Polak. Together they explore the nether regions of improvised electronic music mixing influences ranging from Cluster to Boards of Canada.

“We’ve known each other for years now. We met when Bączyk’s synth broke down just before he was supposed to enter the studio with Robotobibok and he was looking for a replacement. I agreed to lend him mine,” recalls Polak. “But it was only two years ago when we started improvising together,” adds Bączyk. “Both of us own EMS synths and these are not that common. We didn’t set ourselves any goals, the band started by assuming two EMS’s are better than one. We plugged them in and the result will soon land in your hands in the form of ‘Krautpark’ album,” recalls Polak.

“EMS synths have an unique system of connections between counterparts – you can do that by inserting a pin that allows for connections. As well, EMS constructors managed to assemble a perfect set of parts that resulted in a wonderful sound. Thanks to all of this, the Synthi resembles a complete musical instrument, much like a cello”, explains Polak. “I personally enjoy Synthi AKS mainly due to the fact that I’m not what you would call a keyboard player,” adds Bączyk. “I’m not that interested in being innovative just for the sake of innovation,” he says.

Pin Park’s album is named after one of the tracks that recalls the golden age of German electronic music. “This one seemed pretty obvious although you need to know that our aim is not to create a genre-oriented music. We just turn the knobs and hope for the right energy to arrive. Once everything is in its place, we start recording. But it needs to be mentioned that I feel some kind of affinity for bands such as Cluster, Harmonia and Kraftwerk. I really like the approach Roedelius and Moebius had – living up to the idea of Joseph Beuys “Every man an artist”. They chose their tools (instruments) and recorded a couple of amazing albums. Their music is really intuitive and void of any false additions. It’s just free improvising and pure, surreal psychedelia,” explains Bączyk.

“Krautpark” is a largely improvised album. Mostly, due to the fact that Bączyk and Polak need around 15-20 minutes of playing before learning if the direction they’re taking is the right one. “If it is, we quickly agree on who will be taking the lead role, we turn the volume down and start recording. We usually take one approach, though a multitrack one to facilitate mixing later in the process,” says Bączyk.

17 maja nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się debiutancki album duetu Pin Park, który tworzą Maciek Bączyk (Kristen, Robotobibok) oraz Maciek Polak. Album nosi tytuł “Krautpark” i zawiera siedem instrumentalnych utworów.

“Poznaliśmy się długie lata temu, kiedy tuż przed nagraniem płyty Robotobiboka Bączykowi padł syntezator. Wiedział, że ja mam taki sam, więc zadzwonił jako kompletnie obca osoba i spytał, czy bym mu nie pożyczył swojego. Pomysł był tak kompletnie odpalony, że od razu się zgodziłem” – wspomina Polak. “Samo wspólne granie w duecie to kwestia ostatnich dwóch lat” – tłumaczy Bączyk. “Maciek bardzo mnie namawiał, żebyśmy poeksperymentowali na syntezatorach EMS, bo tak się składa, że zarówno on jak i ja takie posiadamy, a są to dość rzadkie instrumenty. Nie mieliśmy żadnego jasno określonego celu. Po prostu, w myśl zasady: co może być lepsze od jednego EMS-a? Dwa EMS-y. Podłączmy i sprawdźmy co się wydarzy. No i teraz jest naturalny finał tego sprawdzania w postaci naszej pierwszej płyty”. Opowieść nie jest spektakularna. Po prostu dobrze się nam gra i prywatnie bardzo się lubimy, co dla mnie uzasadnia istnienie tego zespołu” – dodaje Polak.

Litery EMS laikowi zapewne niewiele powiedzą, ale postawiony pod ścianą, Polak tłumaczy: “EMS-y mają w zasadzie szerzej niespotykany system łączenia podzespołów syntezatora za pomocą szpilek. Czyli zamiast powszechnych kabelków, w Synthi wsadza się szpilki, które uaktywniają połączenia. Po drugie, konstruktorzy tych instrumentów dobrali idealny, według mnie, zestaw części składowych tego instrumentu, który od razu doskonale brzmi. Po trzecie, co zdarza się w świecie syntezatorów dość rzadko, Synthi jest kompletnym instrumentem muzycznym, tak samo jak kompletna jest np. wiolonczela. Po prostu trzeba nauczyć się na niej grać i ciągle się rozwijać, mając do dyspozycji nic więcej, niż sam instrument”. “Ja lubię Synthi AKS. Uważam, że to bardzo ciekawy instrument, który ma mnóstwo do zaoferowania i cały czas zaskakuje” – mówi Bączyk. “Dla moich potrzeb jest idealny, bo ja nie przepadam za cyfrowymi interfejsami, nie jestem ‘klawiszowcem’ (nie potrafię grać obiema rękami na klawiaturze), nie interesuje mnie ‘innowacyjność’ jako cel sam w sobie” – dodaje Bączyk.

Album “pożyczył” tytuł od jednego z utworów, który dla fanów niemieckiej muzyki eksperymentalnej budzi raczej jednoznaczne skojarzenia. “W tym przypadku skojarzenie z krautrockiem było dla nas oczywiste i tak wykluł się ten tytuł, taka nasza odpowiedź na niemiecką awangardę z lat 70. Nie przystępujemy do grania z myślą – zróbmy coś w takim czy innym stylu. Raczej kręcimy gałkami szukając wspólnej fali i kiedy obaj czujemy, że energie i dźwięki się zestrajają – włączamy nagrywanie. Potem przychodzi refleksja, że utwór brzmi trochę jak to czy tamto. Z perspektywy czasu odczuwam podobieństwo i mentalną łączność z takimi zjawiskami jak Cluster, Harmonia czy Kraftwerk (ten wcześniejszy typu – Ralf & Florian), ale ta łączność niekoniecznie musi przejawiać się w samej muzyce. Podoba mi się podejście Roedeliusa i Moebiusa, którzy muzyką zajęli się pod wpływem inspiracji jaką dostarczył Joseph Beuys. Panowie poważnie potraktowali hasło, że ‘każdy człowiek jest artystą’, wybrali narzędzia (instrumenty) i nagrali kilka niezłych płyt (np. ‘Zuckerzeit’). Ich muzyka jest intuicyjna, pozbawiona kompleksów i stylizacji, rodzi się z improwizacji i oddaje ducha nieskrępowanej swobody i surrealistycznej psychodelii czasów w których powstawała. Taka postawa twórcza jest dla mnie bardzo inspirująca” – tłumaczy Bączyk.

“Powiedziałbym, że ten album to niemal czysta improwizacja. ‘Niemal’ – dlatego, że za każdym razem zaczynamy od zera, a następne 15-20 minut pokazuje nam, czy gdzieś jesteśmy, czy kompletnie zabłądziliśmy i trzeba zaczynać od początku. Jeśli kierunek nam się podoba, ustalamy naprędce kto i jak będzie w danej kompozycji budował dramaturgię, ściszamy instrumenty i nagrywamy. W większości przypadków nagrywamy tylko jedno podejście ale wielośladowo, żeby dało się to później porządnie zmiksować. Innymi słowy wszystkie kompozycje na płycie zostały nagrane z marszu. Architektura brzmień (czyli ustawienia instrumentów), harmonie, melodie – wszystko pojawiało się w trakcie improwizacji” – zdradza kulisy pinparkowego warsztatu Polak.

Advertisements

classic054_artwork

New Rome is a solo project from Tomasz Bednarczyk. His new album entitled “Somewhere” comes out on January 30 2017 via Instant Classic label.

“Somewhere” consists of 10 instrumental tracks that may be labelled under “ambient” but in all honesty it’s more of a full-blown ambient deconstruction reminiscent of Tim Hecker’s sonic experiments.

“While working with Tomasz Mreńca on what became ‘Venter’ album I managed to collect a lot of music that ended up fulfilling my vision and concept of New Rome”, says Bednarczyk. “These sounds are deeply rooted in Eastern European culture with all its ambitions. On a more private level I wanted to create a link to a time when I released my first records but I filtered it out through my later experiences. Now I am confident that I managed to achieve this goal”, he adds.

“Somewhere” takes up where New Rome’s previous album “Nowhere” left. “It’s also a sort of farewell to another musical chapter in my life”, explains Bednarczyk. “This record takes the listener on a journey. In a way it’s an conceptual album but on the other hand – also accidental. I guess you may say that this one brings to mind darker soundscapes”.

Na przełomie stycznia i lutego nakładem wytwórni Instant Classic ukaże się nowy album projektu New Rome, za którym stoi Tomasz Bednarczyk.

Album nosi tytuł “Somewhere” i zawiera 10 utworów balansujących na krawędzi między ambientowymi pejzażami dźwiękowymi a elektroniczną dekonstrukcją spod znaku Tima Heckera.

“W trakcie współpracy z Tomaszem Mreńcą nad płytą ‘Venter’ udało mi się zebrać sporo materiału, który jak się potem okazało idealnie wpisał się w koncepcje New Rome. Muzyka, którą tworzę pod tym szyldem jest zakorzeniona we wschodnioeuropejskiej kulturze, z ogromnymi ambicjami. Zależało mi na nawiązaniu do czasów, w których pojawiły się moje pierwsze płyty, jednak chciałem to zaprezentować w zupełnie innym świetle. Teraz wiem, że mi się udało” – mówi Bednarczyk.

“‘Somewhere’ to kontynuacja mojego poprzedniego albumu ‘Nowhere’ oraz zamknięcie kolejnego muzycznego etapu w życiu. Płyta zdecydowanie ma formę podróży z jednego punktu do drugiego. Jest po części konceptualna, a po części przypadkowa. Myślę o tryptyku i jestem już blisko realizacji tego pomysłu. ‘Somewhere’ wydaje się być o wiele mroczniejszym materiałem od poprzednika. Kolejna część posiada roboczy tytuł ‘Elsewhere’ i powędruje w jeszcze inną stronę” – tłumaczy muzyk.

Tracklista “Somewhere”:

1. Colours
2. Lobster
3. Medusa
4. Uncertain
5. Inflow
6. Mosquito
7. Tropics
8. Violet
9. Somewhere
10. Dunes

 

arrm_1500

In November Instant Classic will release a full-length debut album from ARRM – a group created by musicians known from post-black metal band Thaw. Their self-titled record consists of five instrumental tracks recorded mostly live and reminiscent of early Barn Owl and “Hex” era Earth.

ARRM came to life in 2010 as a solo project of guitarist Artur Rumiński (Thaw, Furia). “First it was only me but as time went by I decided to expand ARRM, first by adding bass player Rafał Miciński. Then Maciej Śmigrodzki (Thaw) came to replace him and we even managed to play some concerts supporting Nadja and Mamiffer”, recalls Rumiński. “A couple of our tracks got released as part of cassette split with Stara Rzeka and Innercity Trio but at the end of 2012 ARRM went on a hiatus so that we could concentrate on other projects. It lasted until March 2016 and brought some personal changes – we welcomed back Rafał Miciński, Maciej Śmigrodzki switched to keyboards and drummer Michał Leks joined the band”.

“ARRM” was recorded in Maq Records Studio under the supervision of Haldor Grunberg (Thaw). “We managed to record the whole album live during one weekend”, says Rumiński. “Before entering the studio we only had two demo versions of ‘Pinewood’ and ‘Grave’ but those were scrapped in favor of the newer ones. If I were to find a common ground for those five tracks I would point to an obvious lack of haste that allowed us to concentrate on specific sounds”, he adds.

To support the release ARRM will play shows with Rafał Iwański (Innercity Ensemble, Alameda 5) and Tides From Nebula.

W listopadzie nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się debiutancki album grupy ARRM, którą tworzą muzycy znani między innymi z post-blackmetalowego Thaw.

Na krążku znajdzie się pięć instrumentalnych utworów przywodzących na myśl przestrzenne, gitarowe nagrania Barn Owl, czy późniejszy etap twórczości Earth. Oprawa graficzna jest dziełem Marcina Łojka, którego prace ozdobiły między innymi najnowszy album Innercity Ensemble.

ARRM powstał zimą 2010 roku jako solowy projekt gitarzysty Artura Rumińskiego (Thaw, Furia). “Na początku grałem sam, później dołączył do mnie basista Rafał Miciński. Chwilę potem Rafała zastąpił Maciej Śmigrodzki, z którym zagraliśmy sporo koncertów, między innymi z Nadja, Mamiffer” – wspomina Rumiński. “Kilka naszych numerów ukazało się na splicie ze Starą Rzeką i Innercity Trio. Pod koniec 2012 roku zawiesiliśmy jednak działalność, żeby skoncentrować się na innych projektach. Przerwa trwała aż do marca 2016 roku, kiedy postanowiłem odświeżyć zespół. Do składu ponownie dołączył Rafał Miciński, a Maciej Śmigrodzki zamienił instrument na klawisze. Stanowisko perkusisty przypadło Michałowi Leksowi”.

Sesja nagraniowa “ARRM” miała miejsce w studiu Maq Records pod okiem Haldora Grunberga (Thaw). “Cały materiał nagraliśmy praktycznie na setkę, w jeden weekend” – mówi Rumiński. “Wcześniej jedynie zarejestrowaliśmy wersje demo dwóch numerów (‘Pinewood’, ‘Grave’), które ostatecznie zostały raz jeszcze nagrane z myślą o pełnej płycie. Gdybym musiał znaleźć punkt styczny tych wszystkich kompozycji to pewnie byłby to ewidentny brak pośpiechu, który pozwolił nam się ‘zawiesić’ na dźwiękach” – dodaje Rumiński.

Przy okazji premiery płyty ARRM zagra kilka koncertów z Rafałem Iwańskim (Innercity Ensemble, Alameda 5) i Tides From Nebula.

Tracklista:

1. Pinewood
2. White Water
3. KWKSC
4. Grave
5. Horseback

jahna_mazurkiewicz_buhl_kw

In April Instant Classic will release the first album from a trio of Wojciech Jachna (Innercity Ensemble), Jacek Mazurkiewicz (3Fonia) and Jacek Buhl (Alameda 5). “Dźwięki ukryte” consists of eight improvised compositions recorded in September 2015 in a synagogoue in Bydgoszcz-Fordon.

“Dźwięki ukryte” (meaning “Hidden sounds” in Polish) is a set of compositions “found” within the walls of an old synagogoue that is being brought back to life by the Foundation of Kazimierz Wielki University.

– It was Jacek Mazurkiewicz’s idea that we work together but it was a long, long time ago – recalls Wojciech Jachna. – In 2015 we met at the OFF Festival where we managed to discuss some details of how this project could go along. The synagogoue was my idea, mainly because this place hosts a lot of interesting cultural events lately. What is more interesing is that this huge and empty space lacks the usual church-like echo – he adds.

– It turned out that Jacek Mazurkiewicz has all the equipment needed to record this album outside of the studio. It doesn’t mean that we gave up on an idea of studio recordings but together with Jachna we tried to use different spaces for our albums – be them old libraries, dusty attics or even an airdock – says drummer Jacek Buhl. – Whatever you were thinking about the Bydgoszcz-Fordon synagogue, there are almost no relics of past times, since it’s either been robbed or destroyed. But one thing remains intact: an amazing atmosphere of this place and beautiful acoustics.

The recording session was no less a spontaneous meeting. – The coolest thing about it is that we could feel our spirits rekindle. We instantly caught a specific kind of feeling. Jacek (Mazurkiewicz) also uses electronics in his playing. That’s one of the reasons why he managed to melt into our duo with Jachna. I think the title of this album represents the music in a perfect way – what we found in the synagogue are not only sounds played by our instruments but also the ambience of the street outside, together with the noise of passing cars and people talking – says Buhl. – This music is a sum of our personal energies and musical experiences – adds Jacek Mazurkiewicz.

W kwietniu nakładem krakowskiej wytwórni Instant Classic ukaże się debiutancki album tria Jachna/Mazurkiewicz/Buhl. Płyta nosi tytuł “Dźwięki ukryte” i została zarejestrowana we wrześniu 2015 roku w Synagodze w Bydgoszczy-Fordonie.

“Dźwięki ukryte” to zbiór kompozycji wyimprowizowanych, jakoby odnalezionych, w murach starej zniszczonej Synagogi, którą dziś Fundacja Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego próbuje odnowić i ożywić różnymi artystycznymi działaniami.

– Propozycja współpracy wyszła od Jacka Mazurkiewicza już dawno temu, ale nigdy nie było czasu i okazji się spotkać – wspomina Wojciech Jachna. – W 2015 roku spotkaliśmy się z Jackiem na OFF Festivalu i w kuluarach, przy obiadku, obgadaliśmy sprawę, że fajnie by było. Synagoga przyszła mi do głowy sama – miejsce zarządzane przez Fundację Bogdana Kunacha jest ostatnio motorem wielu ciekawych akcji artystycznych. Ponadto Synagoga ma jedną ciekawa cechę – mimo że jest to wielki, pusty w środku budynek, nie ma w nim charakterystycznego, wielkiego, kościelnego pogłosu. To atrakcyjna cecha dla tego typu nagrań, które potrafią też być głośne.

– Okazało się, że Jacek Mazurkiewicz ma cały sprzęt nagraniowy, więc jedyne, czego nam brakowało, to odpowiednie miejsce, które ma jakiś klimat i dobrze brzmi. Nie że zupełnie zrezygnowaliśmy ze studiów nagraniowych, ale zwłaszcza z Jachną staraliśmy się nagrywać naszą muzykę w miejscach nietypowych (strych biblioteki, poddasze domku na wsi, hangar na lotnisku) – tłumaczy perkusista Jacek Buhl. – Niestety w Synagodze w Fordonie nie pozostało nic z jej duchowych atrybutów. Wszystko zostało zniszczone albo rozkradzione. Żadnych gwiazd dawidowych, mównicy, świętej szafy. Natomiast na pewno pozostał klimat, świetna akustyka i może właśnie te “Dźwięki ukryte”, które należało wydobyć – dodaje.

Sesja była raczej spontanicznym spotkaniem – wspomina Jachna. – Najfajniejsze jest pokrewieństwo dusz. Od razu złapaliśmy pewien rodzaj feelingu. Jacek, tak jak my, posługuje się elektroniką, przetwarza kontrabas. Wtopił się idealnie w nasz duet, który już z założenia aż się prosi o różne kolaboracje. Każde tego typu miejsce wytwarza specyficzny nastrój i wpływa na muzykę. To coś innego niż sterylne studio. Nie chodzi tu o granie muzyki Jidysz, bardziej o pewien rodzaj duchowości, która chyba została w tych nagraniach. Sam tytuł “Dźwięki ukryte” świetnie oddaje to co zaszło – odnalezione zostały w starych murach pewne dźwięki, które Jacek Mazurkiewicz pięknie nagrał na kilka mikrofonów. Na płytę weszły też dźwięki ulicy, samochodów, bo synagoga ma dziurawy dach i to też zabiera jej pewną sterylność, co jest piękne. – Ta muzyka jest wypadkową energii, która spłynęła na nas w synagodze oraz naszych muzycznych doświadczeń – dodaje Jacek Mazurkiewicz.

– Po raz kolejny okazało się też, że kiedy spotykają się ludzie o podobnej wrażliwości muzycznej, podobnym podejściu do grania, niepotrzebne są próby i jakieś wielkie przygotowania. Materiał, który jest na płycie, został właściwie poza pierwszym kawałkiem w całości wyimprowizowany. Powstał interesujący mix freejazzowego grania z domieszką zawieszonej, melancholijnej elektroniki. Wojtas uważa, że to nasze najbardziej uduchowione nagrania – podsumowuje Jacek Buhl.

Tracklista:

1. Dawny świat
2. Ya Yeti
3. Kujawska jucha
4. Nie wiem, myślę
5. Opowieści flisaków
6. A Ya
7. Eskimo
8. Stacja Fordon

kapital

In March 2015 Instant Classic will release “Chaos to Chaos” – second album from Polish experimental duo Kapital.

Kapital is Kuba Ziołek (Stara Rzeka, T’ien Lai) and Rafał Iwański (X-Navi:Et, HATI), both members of groups Innercity Ensemble and Alameda 5. Their first album entitled “No New Age” came out on Bocian Records in February 2014. This time we see the duo dive deeper into the abstract and ambiguous realms of future reality that can be both: liberating and enslaving.

The album consists of 8 tracks recorded by the band and mastered by Marcin Bociński. It’s a huge musical step forward from the realms of drone that engulfed “No New Age” – it seems quite enough to mention the vocal-centered single “The Music of Goodbye” with it’s wide pallette of moods. A brighter and somehow more uplifting cover art (courtesy of Joanna John) makes this unique enigma even more compelling.

W marcu z logo Instant Classic ukaże się drugi album eksperymentalnego duetu Kapital, który tworzą Kuba Ziołek (Stara Rzeka, T’ien Lai) i Rafał Iwański (X-Navi:Et, HATI).

Kapital zadebiutował w lutym ubiegłego roku płytą “No New Age”, która została wydana w wytwórni Bocian i zebrała pokaźną liczbę pozytywnych recenzji zarówno w kraju, jak i poza jego granicami.

“Chaos to Chaos” jest pozycją zdecydowanie bogatszą, jeżeli chodzi o paletę dźwiękową, co zwiastuje już singlowa kompozycja “The Music of Goodbye”, w której na pierwszy plan przebija się wokal Ziołka. Osiem premierowych kompozycji zostało zarejestrowanych samodzielnie przez muzyków, a za mastering odpowiada Marcin Bociński. Całość ozdobi grafika autorstwa Joanny John.

alchimia-front

W lutym do sprzedaży trafi album “Lucile” improwizującego trio Alchimia. “Lucile” ukaże się w formie limitowanej do 200 sztuk płyty cd.

Alchimia (wym. Alkimia) to improwizatorskie trio łączące elementy jazzu, muzyki kameralnej, świata oraz awangardy. Ta różnorodność dźwięków jest zakorzeniona w osobistych doświadczeniach każdego instrumentalisty: Dawud Mateen (saksofony, flet, harmonijka, instrumenty perkusyjne, głos) – bardzo uduchowiony muzyk czerpiący inspiracje nie tylko z tuzów muzyki świata, czy jazzu, ale również z miejsc i postaci, które na swej drodze napotkał; Brad Smarjesse (syntezator, skrzypce, instrumenty perkusyjne, głos) – artysta z krwi i kości, namiętny kolekcjoner płyt, wykształcony klasycznie skrzypek, a także artysta wizualny; Robert Iwanik (bas, głos, instrumenty perkusyjne) – członek nieistniejącej już szczecińskiej noise’owo-transowej formacji Krzycz oraz chicagowskiego awangardowego tria Rope.

“Lucile”, pierwszy materiał grupy, zawiera w pełni improwizowaną kolekcję miniatur muzycznych oraz kompozycji nagranych pod kuratelą Dona Farwella w studio Earwig w Seattle. Album został zmasterowany przez Griffina Rodriguez (HIM, The Exciting Trio, Icy Demons) w studio Shape Shoppe w Los Angeles. Całośc promuje utwór “622 Falls”.

“Lucile” is the title of Alchimia’s first album. It will come out in February 2014 as a limited edition cd.

Alchimia came about very spontaneously and its main source is in the love for playing music. Well before it was formed, Dawud Mateen and his son-in-law Robert Iwanik talked about jamming together, which finally happened when Jumpa Hunga, a band that Dawud and Brad Smarjesse were in, disbanded. Robert has known Brad since 2004, when the two met while Robert’s previous band Rope came through Seattle on tour.

It started with improvisation and still remains. At first, it was to work out a style, but quickly became obvious that improvising was the only form that provided the most creative freedom and joy of playing. Settling in the cozy basement of Robert’s house at the time, Alchimia sessions started morphing into rituals of sorts; in the incense mist, dimmed light, going into a state, hard to quickly come out of when the clock hit the time to stop. Each session was recorded then scrupulously listened to, to pick up and focus on the best moments. Live or on tape, Alchimia is a form of meditation and escape from reality. It’s also seen as reflection of surroundings where it came to life, as Seattle is known for its breath-taking scenery often covered in mist. That’s how a dialog using sounds was formed, which Alchimia took to the studio. “Lucile” is an entirely improvised set of vignettes and rich sound palette pieces. The idea of vignettes came about shortly before the recording session. Their purpose was to let one instrument lead, with others creating a background, which can be heard in the opening and closing tracks, as well as a piece titled “Malik”, that Robert dedicated to his son with the same name.

“Lucile” is a document of one day, one of those rituals, captured under the careful ear of Don Farwell at his studio, Earwig, in Seattle, WA, who also makes a guest appearance on bells on “622 Falls”. The album was then mastered by Griffin Rodriguez (HIM, The Exciting Trio, Icy Demons) at Shape Shoppe studio in Los Angeles, CA. Robert worked with Griffin in the past on the second studio album by Rope.