Dharavi

Pod koniec czerwca ukaże się debiutancki album grupy So Slow, w składzie której można znaleźć muzyków znanych między innymi z Alameda 4, Sunrise, The Band Of Endless Noise, Czerń, T’ien Lai, Iron To Gold, Daymares, czy Cast In Iron. “Dharavi”, bo taki płyta nosi tytuł, plasuje się jednak w odmiennych rejonach dźwiękowych. – Metal to nie jest, punk też nie. Alternatywny rock? – jednoznacznej odpowiedzi nie znajduje nawet sam zespół. Pytani o inspiracje, muzycy wymieniają takie wytwórnie, jak Dischord, Touch & Go, czy Slowdime Records.

- Początki były ciężkie. Inne. Męczące z powodu uporczywego szukania własnego “ja”. Szukanie wokalisty. I najlepsze – kasowanie gotowych kawałków – wspomina perkusista Arek Lerch. – Ten projekt rodził się bardzo długo. Jeżeli chodzi o doświadczenia z innych zespołów, to myślę, że jest to nasz duży atut, podobnie jak umiejętność łączenia ich w spójny, muzyczny komunikat, co czasami nie jest łatwym procesem. Nie jesteśmy purystami, ale za bardzo też od wybranego kanonu nie uciekamy – dodaje gitarzysta Adam Sanocki.

Praca nad “Dharavi”, z racji odległości dzielących wokalistę Łukasza Jędrzejczaka od reszty zespołu, można określić mianem organiczno-korespondencyjnej. Wokale i elektroniczne dodatki nagrywane były w Bydgoszczy, “na przysłowiowej chacie” – jak tłumaczy sam Łukasz. – 4/5 jak Pan przykazał, 1/5 korespondencyjnie. Ciężka praca. Chwile zwątpienia i chwile ekstazy. Nadzieje i obawy. Rok ciężkiej, zespołowej harówki – dodaje Arek.

Jednym z tematów przewodnich płyty jest dość specyficznie rozumiana urbanistyka i jej wpływ na społeczeństwo. Oddajmy głos autorowi tekstów, Łukaszowi: – Koncept-album to duże słowo i kojarzy się najczęściej z pudel-rockiem, ale rzeczywiście, album posiada wątek spajający całość. Temat urbanistyki wziął się trochę z moich zainteresowań socjologią. Jest taki pomysł w naukach społecznych, podzielany przez niektórych badaczy, że w zasadzie każdy problem społeczny to problem miejski i niemal każde ważniejsze twierdzenie, jakie można powiedzieć o współczesnym społeczeństwie zawiera urbanizm, jako jedną z głównych kategorii wyjaśniających. Ilustracją takiego twierdzenia może być np. Detroit, które w wyniku kryzysu gospodarczego i zawirowań kapitalizmu wygląda jak sceneria z filmu post-apokaliptycznego. Stąd inspiracja, żeby temat ten przełożyć na muzykę. Kiedy usłyszałem, co grają chłopaki, jasne było, że warto to zrobić w ramach So Slow. Teksty są różne – zainspirowane z jednej strony futurystami, dystopijnym sci-fi, fatalistycznymi wierszami takich poetów jak Georg Trakl czy Rainer Maria Rilke oraz wątkami neomarksistowskimi. Nasza muza nie ma być jednak jakimś manifestem czy czymś w tym rodzaju. Od tego są publicyści, pisarze, naukowcy i politycy – tłumaczy wokalista.

Sceniczny debiut So Slow miał miejsce w marcu tego roku, w Laboratorium CSW, w tym samym miejscu, w którym zarejestrowana została większa część “Dharavi”. – Pustek na sali nie było – wspomina Łukasz. – Po premierze płyty nasza aktywność koncertowa zdecydowanie wzrośnie – na ile tylko okoliczności pozwolą – zapewnia. – Koncerty to mus. Może trasa się jakaś skroi, trochę pojedynczych. Myślimy intensywnie i czekamy na zaproszenia!

At the end of June we will release the debut album from noise-rockers So Slow. The band features musicians previously associated with such acts as Alameda 4, Sunrise, The Band Of Endless Noise, Czerń, T’ien Lai, Iron To Gold, Daymares and Cast In Iron. “Dharavi”, as the album is called, wouldn’t be out of place in Dischord or Touch & Go rosters.

- The beginnings were pretty hard because we spent some time searching of our own identity. We also decided to throw some songs away – remembers Arek Lerch (drums). – It took a lot of effort to arrive with this project at this exact spot but I believe that our previous experiences helped us in many ways. Especially when speaking about making our music coherent. We wouldn’t call ourselves musical purists but on the other hand we don’t want to leave our roots behind – adds bands guitarist Adam Sanocki.

Work on “Dharavi”, due to big distances separating the band from its vocalist Łukasz Jędrzejczak (T’ien Lai), took more of an e-mail based form. Vocals and electronics were recorded in Bydgoszcz, while the instrumental parts in Warsaw. – It was a year of really heavy work – says Lerch.

One of the main lyrical themes is the social aspect of urbanism. – Concept album may be too big a term but “Dharavi” really touches on certain topics that appear throughout the album. There is this idea in social sciences that associates all social problems with urban problems and almost every important statement about modern society is connected in a way to urbanism. We can observe this in Detroit where economical crisis created an almost post-apocalyptic landscape – explains Jędrzejczak. – But the lyrics were also inspired by Futurists, dystopian sci-fi, Georg Trakl, Rainer Maria Rilke and neo-Marxism. Please be aware that our music is not a manifest. Let’s leave it to scientists, writers and politicians – he adds.

Tracklisting:

01. DAM
02. Prosto w noc
03. 1852
04. Delray
05. Dharavi
06. Starzy są już Królowie Świata
07. Manahatta
08. Takie niezwykłe są te późne dni

Image

W drugiej połowie marca do sprzedaży trafił debiutancki album eksperymentującej hardcore’owej grupy Torn Shore, którą tworzą muzycy znani między innymi z Borderline Collie, Perspecto i Dead Dingo. “Savage”, bo taki właśnie tytuł nosi krążek, został zainspirowany otoczeniem, w którym powstawał. – Pisaliśmy kawałki w naszej salce prób, która znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie Odry. Koryto rzeki było w tym czasie poszerzane i to wszystko – poszarpany brzeg i ogromne maszyny rozdzierające wały – robiło duże wrażenie – tłumaczą wrocławianie.

- Nasza salka prób znajduje się pod numerem 39 i dokładnie tyle trwa “Savage”. Na płycie znajdziecie naturalne dźwięki z otoczenia tej lokalizacji. Klip do numeru “Savage” też zawiera obrazy dokładnie stamtąd, podobnie jak okładka i elementy identyfikacji. To wszystko naturalnie złożyło się w całość – zapewnia zespół.

Torn Shore powstał na zgliszczach poprzedniego zespołu, w którym grali Dawid i Olek. – Szukaliśmy nowego perkusisty i przez wspólnych znajomych znalazł się Łukasz. Dopiero po odejściu basisty i wciągnięciu do składu Piotrka z Dead Dingo ukształtował się obecny sound Torn Shore.

Praca nad debiutanckim materiałem poszła nadzwyczaj sprawnie: – Rozpad Objects okazał się być kreatywnym kopniakiem, dzięki któremu materiał na ”Savage” powstał bardzo szybko. Zrobiliśmy (Łukasz i Dawid) szkice kawałków we dwójkę. Po wszystkim dołączył do nas Piotrek, który chwycił bas i dzięki niemu sfinalizowaliśmy numery instrumentalnie. Olek napisał wokale w absolutnie ekspresowym tempie i materiał był gotowy.

Ciekawostką jest fakt, że całość została zarejestrowana “na setkę”, co przy takim stopniu skomplikowania muzyki wymaga nie lada zgrania. Dlaczego Torn Shore zdecydowali się na takie rozwiązanie? – Zarejestrowaliśmy materiał w dwóch podejściach, z czego ten drugi wszedł w całości na płytę oraz dodaliśmy overduby i wokale. Osobiście nie wyobrażamy sobie innej formy nagrywania takiej muzyki.

In March we released a crushing debut album from Torn Shore – an experimental hardcore outfit from Wrocław, Poland. The band includes members of Borderline Collie, Perspecto and Dead Dingo. “Savage” was inspired by the environment it was created in. – We wrote our songs in a rehearsal space located near Odra river that at the time was widened. All of this – a torn shore and huge machines performing acts of destruction made a big impact on us – say the band.

- Said rehearsal space is located under number 39 and that’s exactly the running time of “Savage”. There are also some field recordings included and the video to the title track (as well as the photos in the booklet) was shot on location. It all fits together nicely – they add.

Torn Shore came into existence on the ashes of Dawid and Olek’s former band: – We were searching for a new drummer and thanks to mutual friends we found Łukasz. But it was only after our bass player left that we managed to create the band you now know as Torn Shore.

- Thanks to a demise of Objects, “Savage” came into existence very quickly. Song structures were made by Łukasz and Dawid and later on Olek arranged vocals faster than anyone expected.

The album was recorded in an old school way – in just two takes. – Only vocal parts were recorded later. But we can’t imagine recording in a different wat.

Tracklisting:

1. Flesh
2. Fossils
3. Smashing The Crowds
4. Cross
5. Ignition
6. Clouds
7. Savage

 

Image

Pod koniec marca ukazał się trzeci materiał warszawskiego zespołu Merkabah. Album nosi tytuł “Moloch” i… cóż, rozkłada na łopatki.

Merkabah dał się poznać jako zespół sprawnie łączący post-hardcore’owe eksperymenty z bardziej otwartą, ocierającą się nawet o freejazzową improwizację, formułą. Muzycy zadebiutowali trzy lata temu koncertowym “Lyonesse”, a rok później wydali (korzystając już ze studyjnych zapleczy) “A Lament For The Lamb”. Co zatem się działo z Merkabah w okresie miedzy ostatnim wydawnictwem a “Moloch”? – To był przede wszystkim czas intensywnych prób, szlifowania materiału z “Molocha” a potem samych nagrywek i miksów. W międzyczasie w ramach odpoczynku od studia zaczęliśmy pracę nad nowymi kompozycjami – tłumaczy kolektyw.

- Punktem odniesienia w przypadku “Moloch” jest starożytny aramejski bóg, którego na płycie rozpatrujemy zarówno w kontekście mitologicznym, jak i abstrakcyjnym, jako pewną alegorię Zła, władzy, kultu, ofiary – dodają. Album doczekał się też adekwatnej oprawy graficznej, tradycyjnie przygotowanej przez perkusistę Kubę Sokólskiego, którego twórczość ozdobiła ostatnio między innymi drugi album Innercity Ensemble. Obszerna książeczka z fotografiami jest dziełem gitarzysty Gabriela Orłowskiego.

- Chcieliśmy odciąć się od tego, czego normalnie spodziewa się po muzyce progresywnej i zwrócić się brzmieniowo bardziej w stronę noise’u, czy psychodelii lat 60. Nagrywaliśmy w sali prób Czerwia Narodu – zespołu Rafała Wiewióra, któremu powierzyliśmy realizację nagrań. Zarówno samo miejsce, jak i przede wszystkim osoba Rafała bardzo przyczyniły się do ostrego i surowego brzmienia tego materiału. Zależało nam na tym, by uwypuklić w ten sposób charakter samej muzyki – mówią muzycy.

Niezmiennie jednak Merkabah pozostaje grupą instrumentalną. – Jeśli mamy pod górkę to nie dlatego, że gramy instrumentalnie, ale przez ogólny charakter naszej twórczości. Pomijając kilka nieudanych prób włączenia do naszej muzyki wokalu, to zespołem instrumentalnym byliśmy w zasadzie od zawsze i dobrze się w takiej formule czujemy. Jest ona czysta, wolna od kontekstu i maniery, która zawsze (mimowolnie) narzucana jest przez ludzki głos, czy słowo. Daje nam to zdecydowanie więcej swobody.

“Moloch” is the title of Warsaw-based post-hardcore/jazz group Merkabah’ new album. It consists of eight crushing tracks filled with psychotic grooves, hypnotic rythms and stunning improvisation.

Merkabah debuted three years ago with a live album “Lyonesse”, followed by a studio one “A Lament For The Lamb” one year later. – It was a time of intense rehearsals and sculpting of what later on became “Moloch” – the band say.

- The central idea of “Moloch” is an ancient Arameic god that we decided to view both in it’s mythological and abstract aspects, as an allegory of evil, power, cult and sacrifice – they explain. Record comes with a matching graphic design courtesy of Merkabah’s drummer Kuba Sokólski (responsible also for Innercity Ensemble’s “II” artwork). Photographs are made by Gabriel Orłowski.

- We wanted to seperate ourselves from what you normally expect from progressive music. That’s why we turned to noise and 60’s psychedelia. The recording session took place in our friends rehearsal space where they practice with Czerw Narodu. This place definitely influenced our sound on this record, which is raw and harsh – musicians add.

Merkabah is an instrumental band and it seems they will continue this way. – Despite some unsuccessful attempts of adding vocals to our music, we’ve always preferred to play instrumental. We feel that this formula is pure, free of context and manners that always come with words and human voice. It gives us more freedom.

Tracklisting:

1. Reed Idol
2. Hilasterion
3. Hilasterion cont.
4. The King
5. Hymn
6. Lille Vies Ager
7. The Grapes (…) Are Filling And Growing Heavy
8. Ah! Ca-Ira

"No Apologies"

W marcu ukaże się trzecia długogrająca płyta wrocławskiego zespołu We Are Idols. Album nosi tytuł “No Apologies” i zostanie wydany w formie limitowanej do 200 sztuk płyty CD.

Pod względem treści to wciąż ten sam zespół – grający trochę wypadkową mocnego hardcore’a, metalu i rocka, ale tym razem w nieco odmiennej formie. – W przypadku brzmienia można się spodziewać kroku wstecz na rzecz surowości, lecz w samych kawałkach pojawia się więcej dziwnych rzeczy, więcej melodii i efektów, trochę ściany dźwięku, opętane solówki i kilka nietypowych podziałów. Wszystko to zawieszone gdzieś pomiędzy Coliseum a Only Living Witness z pozdrowieniami dla Rollins Band – tłumaczą muzycy.

Przede wszystkim jednak “No Apologies” to concept-album, na którym każdy z siedmiu kawałków opowiada o fragmencie świata będącego pokłosiem przewrotu II Wojny Światowej. Tym razem tematyka raczej do różańca, a nie do tańca.

“No Apologies” is the title of Poland, Wrocław-based hardcore/metal band’s We Are Idols third album. It will come out as a limited to only 200 copies CD.

It’s still a combination of a brutalised hardcore riffing with metal heaviness but this time We Are Idols appear to have changed a little bit. – In terms of sound you can expect one step backwards into some primal rawness but at the same time there’s more things going on in the background – say the band. – More melodies and sound effects, a little piece of the famous “wall of sound”, and a couple of twisted solos. All of this may be placed somewhere between Coliseum and Only Living Witness with a kiss from the Rollins Band – they add.

“No Apologies” is also a concept-album describing our reality after WWII. Serious stuff.

alchimia-front

W lutym do sprzedaży trafi album “Lucile” improwizującego trio Alchimia. “Lucile” ukaże się w formie limitowanej do 200 sztuk płyty cd.

Alchimia (wym. Alkimia) to improwizatorskie trio łączące elementy jazzu, muzyki kameralnej, świata oraz awangardy. Ta różnorodność dźwięków jest zakorzeniona w osobistych doświadczeniach każdego instrumentalisty: Dawud Mateen (saksofony, flet, harmonijka, instrumenty perkusyjne, głos) – bardzo uduchowiony muzyk czerpiący inspiracje nie tylko z tuzów muzyki świata, czy jazzu, ale również z miejsc i postaci, które na swej drodze napotkał; Brad Smarjesse (syntezator, skrzypce, instrumenty perkusyjne, głos) – artysta z krwi i kości, namiętny kolekcjoner płyt, wykształcony klasycznie skrzypek, a także artysta wizualny; Robert Iwanik (bas, głos, instrumenty perkusyjne) – członek nieistniejącej już szczecińskiej noise’owo-transowej formacji Krzycz oraz chicagowskiego awangardowego tria Rope.

“Lucile”, pierwszy materiał grupy, zawiera w pełni improwizowaną kolekcję miniatur muzycznych oraz kompozycji nagranych pod kuratelą Dona Farwella w studio Earwig w Seattle. Album został zmasterowany przez Griffina Rodriguez (HIM, The Exciting Trio, Icy Demons) w studio Shape Shoppe w Los Angeles. Całośc promuje utwór “622 Falls”.

-

“Lucile” is the title of Alchimia’s first album. It will come out in February 2014 as a limited edition cd.

Alchimia came about very spontaneously and its main source is in the love for playing music. Well before it was formed, Dawud Mateen and his son-in-law Robert Iwanik talked about jamming together, which finally happened when Jumpa Hunga, a band that Dawud and Brad Smarjesse were in, disbanded. Robert has known Brad since 2004, when the two met while Robert’s previous band Rope came through Seattle on tour.

It started with improvisation and still remains. At first, it was to work out a style, but quickly became obvious that improvising was the only form that provided the most creative freedom and joy of playing. Settling in the cozy basement of Robert’s house at the time, Alchimia sessions started morphing into rituals of sorts; in the incense mist, dimmed light, going into a state, hard to quickly come out of when the clock hit the time to stop. Each session was recorded then scrupulously listened to, to pick up and focus on the best moments. Live or on tape, Alchimia is a form of meditation and escape from reality. It’s also seen as reflection of surroundings where it came to life, as Seattle is known for its breath-taking scenery often covered in mist. That’s how a dialog using sounds was formed, which Alchimia took to the studio. “Lucile” is an entirely improvised set of vignettes and rich sound palette pieces. The idea of vignettes came about shortly before the recording session. Their purpose was to let one instrument lead, with others creating a background, which can be heard in the opening and closing tracks, as well as a piece titled “Malik”, that Robert dedicated to his son with the same name.

“Lucile” is a document of one day, one of those rituals, captured under the careful ear of Don Farwell at his studio, Earwig, in Seattle, WA, who also makes a guest appearance on bells on “622 Falls”. The album was then mastered by Griffin Rodriguez (HIM, The Exciting Trio, Icy Demons) at Shape Shoppe studio in Los Angeles, CA. Robert worked with Griffin in the past on the second studio album by Rope.

Image

Do sprzedaży trafiła właśnie debiutancka płyta “Późne królestwo” zespołu Alameda 3, na czele którego stoi znany między innymi ze Starej Rzeki Kuba Ziołek. 

Album ukaże się zarówno na cd, jak i w formie kasety magnetofonowej. Obie wersje będą limitowane. – Cała muzyka, nad którą obecnie pracujemy z kolegami, jest dla mnie kontynuacją jednej opowieści (nowe płyty Alameda 3, T’ien Lai, Hokei, Kapital, do pewnego stopnia nowy Ed Wood) – tłumaczy Ziołek. – Różne są konfiguracje personalne, różne wpływy sił (Hokei to zespół Piotra Bukowskiego, Alameda 3 realizuje głównie moje pomysły, T’ien Lai to muzyka na równi moja i Łukasza Jędrzejczaka, Kapital to również egalitarny duet mój i Rafała Iwańskiego). Poszczególni muzycy w różnych zespołach wnoszą swoje osobowości, swój feeling, swoje uczucia. Co nie zmienia faktu, że udało się uzyskać spójność i jedność przekazu, co jest dla mnie bardzo ważne.

Czym zatem “Późne królestwo” różni się od płyty Starej Rzeki? – Nie chciałbym się skupiać na kwestiach stylistycznych, czy gatunkowych, bo te mają drugorzędne znaczenie. Na pewno płyta Alamedy powstawała bardziej jako całościowy koncept, gdyż “Cień chmury…” to zasadniczo dość rozrzucony i chaotyczny album. W większym stopniu dotyczy tego, co nie-ludzkie, opisuje moment, w którym myśl i egzystencja na poziomie globalnym mogą ulec zagładzie. Powraca pytanie Lyotarda: co się stanie z tym, co ludzkie, gdy zgaśnie słońce? W większym stopniu jest zdominowana przez śmierć, zarówno moich bliskich, jak i śmierć jako fenomen.

- Nagraliśmy zręby materiału w trio z Tomkiem Popowskim i Mikołajem Zielińskim, po czym nastąpił etap myślenia po co i czemu w ogóle jest ta muzyka – opowiada Ziołek. – Wówczas wyłonił się koncept albumu, wówczas oddzieliliśmy Tzimtzum od właściwej części albumu i pojawiły się fragmenty akustyczne, również genialne dogrywki Wojtka Jachny i Tomka Pawlickiego.

Nadejście Alameda 3 nie zwiastuje jednak końca Starej Rzeki. – Na wstępnym etapie mam już gotowy cały nowy album Starej Rzeki. Muszę tylko trochę do niego podrosnąć – tłumaczy Kuba, który szykuje się też do premier albumów Hokei, Ed Wood i Kapital. 

“Późne królestwo” jest dostępne w limitowanym wydaniu CD w sklepie Instant Classic.

“Późne królestwo” (“Late kingdom” in Polish) is the title of Alameda 3‘s debut album that comes out on September 15 via Instant Classic label on CD and MC. The group is led by Kuba Ziołek (Stara Rzeka, Innercity Ensemble, Hokei) and in some way develops musical ideas that appeared on Stara Rzeka’s “Cień chmury nad ukrytym polem” albeit in a more psychodelic way.

- The music we’re working on together with my colleagues is in a way a continuation of one single story – explains Ziołek. – Of course there are different people playing, in different ways, but somehow we managed to keep the feeling of the music coherent. And this is the most important thing for me.

- Alameda’s album, contrary to “Cień chmury…”, was created more as a concept and describes the moment in which thought and existence (on a global level) may be destroyed. Lyotard’s question comes back: what happens to the humane when the sun goes out? This record is also deals with the subject of death, both on a personal and universal levels – says Ziołek.

- Most of the music was recorded as a trio, together with Tomek Popowski and Mikołaj Zieliński. Then we spent some time pondering about the sense of our music. Thanks to this we came to the conclusion to separate “Tzimtzum” from the core part of the album. That’s also when acoustic parts entered the picture, together with brilliant parts from Wojtek Jachna and Tomek Pawlicki.

The advent of Alameda 3 fortunately doesn’t mean the end of Stara Rzeka. – At this stage I have the whole new album composed. Now I want it to mature and wait for its time – explains Ziołek.

“Późne Królestwo” is for purchase at this location.

Image

W drugiej połowie października do sprzedaży trafi drugi album krakowskiej surfrockowej grupy Kaseciarz. Materiał, zatytułowany “Motorcycle Rock and Roll”, ukaże się (w końcu nazwa zespołu zobowiązuje) na limitowanej kasecie magnetofonowej z logo wytwórni Instant Classic.

Album powstawał przez osiem miesięcy i – jak przyznają muzycy – nie był to łatwy proces. – Pisanie utworów zaczęło się zimą 2012/2013 podczas feriowego wyjazdu zespołu, kiedy zamknęliśmy się w domu na odludziu zasypanym śniegiem. Pierwsza sesja nagraniowa miała miejsce w krakowskim klubie Kolanko No 6, z uwagi na ciekawą akustykę sali koncertowej. – Chcieliśmy złapać atmosferę nagrania live, dlatego rejestrowaliśmy utwory na setkę. Nagrał i zmiksował nas wtedy Mateusz Sieniawski. Później resztę instrumentów Maciek dograł i zmiksował sam w salce prób Savant Studios oraz w domu. Na koniec dograliśmy wokale i instrumenty perkusyjne u zaprzyjaźnionego Aleksandra Margasińskiego, który też zmasterował całą płytę – wspominają muzycy.

W odróżnieniu od debiutu, “Surfin’ Małpolska”, większość nowych numerów to piosenki z wokalami, choć raczej nie należy się spodziewać skocznych pląsów w stylu wczesnych Beach Boysów. – Materiał powstawał w warunkach ciężkiej, smogowej krakowskiej zimy. Nie wiemy nawet czy to już dalej jest surf. Jeśli tak, to raczej nazwalibyśmy to dark surfem albo coś w tym stylu. Całość też jest bardziej przestrzenna i bardziej agresywna. Największa różnica wynika również z faktu, że ten album jest robiony przez zespół – trójkę ludzi, power trio, więc w nowych kompozycjach czuć więcej powietrza. Każdy wniósł tutaj coś od siebie – tłumaczy kolektywnie Kaseciarz.

“Motorcycle Rock and Roll” nie jest concept-albumem, ale przejawia jakieś uczucie pędu do bliżej nieokreślonego miejsca. – Być może chodzi o chęć ucieczki z zasyfionego, zimowego Krakowa, który o tej porze roku jest totalnie dołujący, a może jest to album o szaleńczym zapier*** do jakiegoś miejsca za horyzontem, które nie istnieje. Jeśli ktoś chce, to może to dla niego być nawet album nawiązujący do filozofii Schoppenhauera i Hildegarda – nie będziemy protestować.

Pierwszym singlem promującym materiał jest utwór “Dance”.

“Motorcycle Rock and Roll” is the title of Kaseciarz‘s second album that will come out in October as a limited edition cassette.

Songs were written during eight months and, as the band say, it wasn’t an easy process: “We started composing in winter 2012/2013 during our winter trip outside of Kraków when we locked ourselves in a house located in the middle of nowhere. First recordings took place in Kraków-based club Kolanko No 6 because of the interesting acoustics of the place. We wanted to capture the live feeling and Mateusz Sieniawski took care of the recordings. Later on Maciek captured other tracks in Savant Studios and at home. The last step were the vocals and percussion recorded by Aleksander Margasiński who also mastered the album.

The biggest difference between “Motorcycle Rock and Roll” and the debut album are the vocals but you’re not likely to encouter happy sunshine singing in the style of early Beach Boys. “New songs were composed during a heavy and depressive Kraków winter. We don’t even know wether you can still call it ‘surf” and if so, it’s pretty dark. There’s also more space and aggression in our playing – Kaseciarz admits.

First single off “Motorcycle Rock and Roll” is a song called “Dance”.

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.